W chwili, gdy Golarz Filip mówi: „po co nam wyobraźnia, skoro mamy karty pamięci”, ktoś spośród widowni scrolluje na telefonie, bijąc reszcie oglądających światłem po oczach i nie widzi w tym problemu. Kiedy Filip dodaje: „po co nam bajki, skoro są aplikacje”, do telefonów zaglądają inni. Dwie godziny to za wiele, aby wytrzymać bez trawiącego mózg uzależnienia. O tym także jest „Kleks i wynalazek Filipa Golarza”. O scrollowaniu życia i o ryzyku niesionym przez nowe technologie.
Historia Pana Kleksa i jego akademii stąpa po bardzo kruchym lodzie, kruchszym niż w niejednej bajce. Rozpięta między kłamliwym „wszystko jest możliwe” a dającym nadzieję „wiem, co czujesz” przeprowadzić ma dzieci przez zupełnie inny świat niż ten 40 lat czy 75 lat temu. Nie może być więc taka sama. I nie jest. W sporej mierze tu sporo rzeczy jest na odwrót niż byśmy się spodziewali.
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy