NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Dom dobry” czyli skoro nie biję, to też moja sprawa

To jest film brutalny. I sceny znęcania się oraz przemocy domowej, pokazywane bez ogródek, nie mogą pozostawić bez emocji żadnego normalnego widza. A jednak – proszę mi wybaczyć – za jeszcze brutalniejsze uznaję te sceny, w których nikt nikogo nie bije. Np. scenę wzywania policji na interwencję, by przekonać się, że policja nie ma zamiaru pomagać.

„Dom dobry”

reżyseria: Wojciech Smarzowski
scenariusz: Wojciech Smarzowski
w rolach głównych: Agata Turkot, Tomasz Schuchardt, Maria Sobocińska, Agata Kulesza, Andrzej Konopka, Dominika Bednarczyk, Przemysław Przestrzelski, Julia Kijowska, Arkadiusz Jakubik


Pomyślałby kto, że to scena wzięta z kosmosu. Wystarczy zapytać maltretowanych przez partnerów kobiet, co czują, gdy wezwana policja nie reaguje, bagatelizuje albo nawet – jak tu – wita się serdecznie z oprawcą, którego zna, bo to wpływowy gość. Pomyślałby kto, że te brutalne sceny bicia połączone z równie okrutną puentą „ja cię tak kocham” to także wymysł i przesada. Wystarczy spytać maltretowanych kobiet, co potrafi zrobić im partner i jak to tuszować.

„Dom dobry”

Na antenie TVN24 obejrzałem wstrząsającą rozmowę ze znaną artystką Haliną Mlynkovą, która odważyła się opowiedzieć publicznie o koszmarze przemocy domowej, przez który przeszła. Odważyła się, gdyż to wciąż tabu i temat niechętnie poruszany. Szacunek, że zdołała to zrobić i że coraz więcej kobiet oraz – jak widać – mężczyzn mówi  na ten temat.  I że koszmary rozgrywające się za drzwiami mieszkań i domów przestają być „wewnętrzną i naszą sprawą”.

Zapamiętałem z tej rozmowy z Haliną Mlynkovą sporo, ale także to, jak mówiła o dobrym PR oprawców. Ludzi, o których sąsiedzi powiedzieliby „taki porządny człowiek”. Artystka mówiła, że potrafią oni zagrać takich porządnych ludzi nawet przed znajomymi, ale gdy tylko drzwi się za nimi zamkną, zaczyna się dramat.

„Dom dobry” czyli przemoc jako zaprzeczanie faktom

To jest istotne, bowiem wiem, że wielu widzów podczas oglądania filmu Wojciecha Smarzowskiego reaguje właśnie tak: „durna baba, dlaczego na to pozwoliła?” albo „sama weszła w rolę ofiary”. Rozumiecie: ona. Jakby to była jej wina czy współwina. Akurat Smarzowski zrobił film, który pokazuje, że sprawa nie jest taka prosta i że wejście w rolę ofiary oraz pozwolenie na przemoc (w sensie bezradności wobec niej) nie ma nic wspólnego z byciem durną babą i jakąkolwiek zgodą. Jego bohaterka Gośka szybko staje się tak zszokowana, skołowana i rozbita, że przestaje być zdolna do odpowiednich reakcji. Nawet do rozpoznawania ciągu zdarzeń. Dlatego „Dom dobry” nie do końca ma linearną strukturę, przypomina raczej „Pod Mocnym Aniołem” i splata się tu wiele wersji rzeczywistości, do czego jeszcze wrócimy, ale co ma kolosalne znaczenie dla późniejszych prób wyplątania się z koszmaru. Łatwo tak skołowaną ofiarę uznać za osobę niespełna rozumu, wmówić jej, że wszystko jej się miesza, że sobie wymyśliła i że to ona jest chora, z nią jest coś nie tak. Przemoc domowa polega także na zaprzeczaniu faktom albo przeinaczaniu ich, choćby nawet wybijały się siniakami i krwiakami na ciele partnerki.

„Dom dobry”

Poza tym tu mamy do czynienia ze związkiem dwojga ludzi, który zaczyna się w sposób spektakularny. Intelektualną rozgrywką, niewątpliwie atrakcyjną i rozbudzającą zainteresowanie. Rozmawiają na czasie ludzie na wysokim poziomie, a jednak Wojciech Smarzowski nie ma wątpliwości, że to w gruncie rzeczy taka sama patologia jak w domu pełnym alkoholu i libacji. I obie te sytuacje pokazuje jako równoprawne, jako podobne.

Zwróćmy uwagę: ta przemoc ze strony bohatera, którego gra Tomasz Schuchardt, jest bez alkoholu. Jest ma mleku. Może alkohol kiedyś był, ale teraz go nie ma i nie ma on tu nic do rzeczy. Nie o niego chodzi, nie o nim jest ten film.

„Dom dobry” czyli wszyscy mamy wzorce, jakie mamy

Tomasz Schuchardt przyznał się po realizacji tego filmu do kilku spraw. Po pierwsze: do tego, że spotyka go hejt dostaje wyzwiska, że jest przemocowcem. On, nie bohater. Nawet tego nie skomentuję. Trudno uwierzyć w to, że autor takich uwag może być aż tak wielkim cymbałem. Po drugie: aktor przyznał, że zagrał owego brutalnego człowieka, gdyż „ktoś musiał” i po trzecie: że nie znajduje dla swego bohatera żadnego usprawiedliwienia. Trudno szukać usprawiedliwień dla kogoś takiego, na pewno nie w rzeczywistym świecie. Film służy jednak czemu innemu niż pogarda. Film jest po to, by nie tylko wykrzyczeć proste „co za gnojek!”, ale  spróbować spojrzeć głębiej. Nie wiem, może znaleźć odpowiedź na pytanie: jak to możliwe? Jak ktoś może stać się takim potworem i sadystą?

„Dom dobry”

Jest w „Domu dobrym” taka pojedyncza, łatwa do przeoczenia scena, gdy grany przez Tomasza Schuchardta bohater po pobiciu partnerki mówi te wszystkie także okrutne rzeczy, że tak bardzo ją kocha i że to ona jest winna sytuacji, ona się zmieniła. I wśród tych bzdur rzuca stwierdzenie „wszyscy mieliśmy chujowe wzorce”. Potem wspomina coś o ojcu i dziadku, o ile pamiętam, którzy też bili. Zwróćmy zresztą uwagę na to, że u Wojciecha Smarzowskiego ta przemoc domowa jest powszechna i przenika film jak toksyczna mgła. Bije główny bohater, biją jego przyjaciele np. ten grany przez niezrównanego jak zwykle Andrzeja Konopkę, o którym partnerka mówi, że też uwiódł ją intelektualnie. Muzyką klasyczną i teraz ta muzyka, podobnie jak cytaty ze sławnych ludzi, utwór Marka Grechuty czy też cokolwiek, co służyło do zastawienia pułapki, stają się traumą („To jest Bach, debilko!”). Dodatkowe okrucieństwo, dodatkowa tortura, odbierająca ofierze już nie tylko zdrowie, siły, nadzieję, godność, człowieczeństwo, ale na dodatek swobodę skojarzeń.

Biją też inni. Główna bohaterka zagrana w mocny sposób przez mało dotąd znaną Agatę Turkot uczy angielskiego online. Zwróćmy uwagę na to, że w zasadzie wszyscy jej uczniowie… pardon, uczennice ponoszą konsekwencje przemocy. Jest siostra zakonna opiekująca się maltretowanymi kobietami; jest bohaterka grana przez Julię Kijowską, która mówi, że jej partner podbija jej oko, gdyż dobrze wie, że wtedy ze wstydu nie wyjdzie ona z domu; jest nawet dziewczynka zajmująca się bitym psem.

„Dom dobry”

„Dom dobry” czyli przemoc jest jak sztafeta

Sztafeta i sieć. Wszechobecna przemoc za zamkniętymi drzwiami. Nietknięte tabu, o których dopiero po filmie Wojciecha Smarzowskiego widać jak bardzo nikt go nie tyka. Nie tylko filmowcy, ale nawet policja, prokurator, ktokolwiek. Bagatelizowane, wypychane za drzwi, zamykane na klucz, uznawane za niebyłe i za przesadę, za sprawę wewnętrzną, ostatecznie wpychane do szamba. Wielka pożywka ludzkich tragedii doraźnie, koszmaru życia już teraz, wreszcie ogromnych konsekwencji na przyszłość dla tych, którzy z taką przemocą się stykają choćby jako świadkowie, jako dzieci. Potem oni biją, bo takie mieli „chujowe wzorce”. Nie potrafią inaczej.

Ten bohater, którego Tomasz Schuchardt zagrał „bo ktoś musiał” (i teraz bierze na siebie absurdalne ciosy) w czasie podrywania bohaterki imponuje jej inteligencją, oczytaniem, mówi o tym, że ciężko mu komuś zaufać, że wiele razy był zdradzany i jest w gruncie rzeczy nieśmiały. I mam wrażenie, że… nie kłamie. Rzeczywiście tak jest, a facet ma całą masę budowanych latami kompleksów. I także dlatego, gdy już zdobywa kobietę, co rozumie jako objęcie jej w posiadanie, na własność, zmienia się w bydlę. Bo ona jest jego jak rzecz i jako jego własność podbita i trafiająca do kolekcji oznacza koniec kompleksów. Teraz on jest mocny, on użyje siły i zrealizuje swe władztwo. Tak to rozumie, bo nie potrafi inaczej. Dla niego albo się jest katem, albo ofiarą. Nie ma nic innego.

I to jest straszne, gdyż tylko potęguje poczuje beznadziei. Pokazuje z jak potężnym błędnym kołem mamy do czynienia. Jak bicie i przemoc są dziedziczne, przez co wszechobecne. Jak nie ma tu rozróżnienia na wiek, zawód, miejsce zamieszkania, poziom intelektualny, bo nie on jest kluczem. I wreszcie: jakie konsekwencje ma poznawanie kogoś w sieci, gdy najpierw dostaje się jego kreację, a dopiero resztę. To odwrócenie kolejności, zamiana pojęć.

„Dom dobry”

„Dom dobry” czyli kto nie reaguje, dokłada się do przemocy

To poczucie beznadziei wybija się tu w tak wielu scenach. W tych, gdy któraś z turbowanych kobiet jednak pakuje się, opuszcza ośrodek pomocy i wraca do męża. W tych, gdy wezwana na interwencję policja serdecznie wita się z oprawcą, bo ten się z nią dobrze zna albo gdy policja olewa sprawę czy też namawia ofiarę do tego, by jednak dała spokój z wnioskami i skargami. Jest wtedy również skurwysyńska jak sam kat. Wreszcie w tych scenach, gdy bezradna kobieta siedzi skulona na łóżku, pod ścianą, z ranami i siniakami, ze swetrem naciągniętym na siebie. Nie ma dokąd uciec. To wszystko są sceny także porażające, w ujęciu filmowym może nawet bardziej niż samo bicie. Tu zyskują bowiem nowy, porażający wręcz kontekst.

To pokazuje, jak przemoc domowa demoluje ludzi i demoluje całe społeczeństwa. Jak niespełna rozumu są ci, którzy są bagatelizują i zbywają, nie traktują jako problem. Jak poważne powodują tym straty na ogólnospołeczną skalę. Jak każdy z grona policji, prokuratury, wymiaru sprawiedliwości, który przemoc domową ma gdzieś, jest odpowiedzialny za ludzkie tragedie. Jak same kobiety wolą nie zgłaszać i nie nagłaśniać bicia przez partnera, gdyż mają przeświadczenie, że to nic nie da i tylko pogorszy ich sytuację. Jak mogło powstać takie przeświadczenie? To przecież tak, jakby ktoś bał się zgłosić morderstwa, bo to nic nie da. A przemoc domowa odbiera życie, odbiera jego jakość.

„Dom dobry”

Ktoś powie: istnieje także przemoc kobiet wobec mężczyzn. Istnieje, ale po pierwsze: jest w zdecydowanej mniejszości, a po drugie: w wypadku „Domu dobrego” mówimy o przemocy rozumianej szeroko, także jako przemoc psychiczna, finansowa, seksualna, wszelka. Także tej, której za przemoc byśmy nie uważali. Jeżeli jednak ktoś wyśmiewa partnera, warczy na niego, reaguje opryskliwie, za nic ma jego zdanie, mówi przy stole „ty jak zwykle pleciesz” albo „ty jak coś powiesz, to dramat”, to także jest przemoc.

Żyjemy jednak w kraju, gdzie obowiązuje kult rodziny, jakby ona była wartością nadrzędną i zmiatającą wszystkie inne, niezależnie od tego jak ta rodzina wygląda. Ten kult prowadzi do oporów przed odejściem, rozwodem, wyzwoleniem się, przerwaniem spirali przemocy. Nakazuje chronić trwałość rodziny zamiast chronić człowieka.

„Dom dobry” czyli „ja nie biję, to nie moja sprawa”

Ciekaw jestem, ile osób wyjdzie z „Domu dobrego” ze słowami „ja nie biję, to nie o mnie, to mnie nie dotyczy”. Pewnie wielu, podczas gdy przemoc domowa dotyczy każdego. Całego społeczeństwa z powodów, o których napisałem. Kobiety walczące o większą uwagę dla przemocy domowej cieszą się, że film zrobił mężczyzna i że mężczyźni wreszcie interesują się tematem. Zwróćmy jednak uwagę na to, że walka z przemocą w „Domu dobrym” to wciąż sprawa kobiet. I to nawet nie wszystkich, gdyż mamy przecież Katarzyną Zawadzką w roli adwokatki, która broni kata. Realizuje jakże cenne prawo każdego do obrony, a zatem zarazem prawo każdego do kłamstwa, wychuchane i wypieszczone jako cywilizacyjna zdobycz. W ramach tej zdobyczy nie tylko łże, ale próbuje wykazać, że pobita kobieta zmyśla. W tym sensie doprowadza ją do jeszcze większego bólu i obłędu, upokarza ją jeszcze bardziej niż inni. Kobieta kobietę.

„Dom dobry”

W każdym razie to nadal sprawa, wokół której grupują się kobiety. One reagują, one udzielają wsparcia sobie nawzajem, one próbują coś z tym zrobić, podczas gdy mężczyźni są jedynie przeszkodą i utrapieniem. Mimo tego uważam, że „Dom dobry” przy swej brutalności i scenach beznadziei jednak niesie pewną iskierkę. A to u Wojciecha Smarzowskiego raczej rzadkie. Tu jednak widzę wyraźną nadzieję, która sprowadza się do tych różnych wersji możliwych scenariuszy, z których żaden niekoniecznie jest przesądzony. Nadziei, która sprowadza się do zdania wygłaszanego pod adresem głównej bohaterki: „Czy wyobrażasz sobie, co by było, gdybyś od niego nie odeszła?”

PS

W Polsce co godzinę zakłada się 165 Niebieskich Kart, jak słyszę. Na „Dom dobry” sale są wypełnione, a liczba wniosków już rośnie.

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound