NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Gwiazdozbiór Psa” czyli western na koniec świata

Obawiałem się, że jeżeli Ridley Scott weźmie się za postapokalipsę, skomplikuje to w sposób nieznośny. Nie takie rzeczy już komplikował. A przecież świat postapokaliptyczny to świat, który odzyskuje prostotę, w której liczy się to, co najważniejsze, bezpośrednie, pierwotne. Większość filmów postapokaliptycznych – nawet tych ze szczęśliwym zakończeniem – tę prostotą straszy. Ten zaś – wręcz przeciwnie. To dość intrygujący western przyszłości.

„Gwiazdozbiór Psa” (The Dog Star)

reżyseria: Ridley Scott
scenariusz: Mark L. Smith, Christopher Wilkinson
w rolach głównych: Jacob Elordi, Josh Brolin, Margaret Qualley, Guy Pearce, Allison Janney

Gdy wybucha apokalipsa (jakakolwiek) i świat się kończy, sprowadzamy świat do najprostszego wspólnego mianownika. Miejmy nadzieję, że w rzeczywistym świecie nigdy nie będziemy musieli tego robić, ale za pomocą filmów możemy sprawdzić, jak mogłoby to wyglądać. „Gwiazdozbiór Psa” jest postapokaliptycznym westernem, który w apokalipsie nie widzi utraty nadziei. Przeciwnie, raczej właśnie jej odzyskanie.

„Gwiazdozbiór Psa”

Josh Brolin w niezwykle charakterystycznej roli dobrze się w świecie postapokaliptycznym umościł. Ma zapasów na miesiące, może nawet lata. Ma broń i amunicję, czas spędza przy karabinku, którym likwiduje wszelkich uzbrojonych intruzów. Nie sprawdza, kim są. „Najpierw strzelaj” – mawia o takich, co pojawią się na linii drzew. Jak w westernie.

Bo „Gwiazdozbiór Psa” jest westernem, tyle że rozgrywającym się w przyszłości (pada data 2035, o ile pamiętam). Wszystko jest tu westernowe – uzbrojeni bohaterowie, samotny kowboj poszukujący jakiejś drogi dla siebie (może tylko nie konno, a samolotem), bezwzględne zasady i mierzenie do każdego, kto się zbliża, nawet hordy napastników stylizowane są na okrutnych Indian. W klasycznych westernach zdobywano XIX-wieczny Dziki Zachód. W tym zdobywa się XXI-wieczny. Też jest pusty, niebezpieczny i ekscytujący (zdjęcia w „Gwiazdozbiorze Psa” rzeczywiście robią wrażenie, a autorem lotniczych ujęć jest – nomen omen – Erik Messerschmidt). To świat, jakby Ameryka zaczynała się na nowo i na nowo trzeba było wprowadzić zasady.

„Gwiazdozbiór Psa” czyli kto przetrwał, rozdaje karty na nowo

Nie wiemy, co dokładnie poprzedziło apokalipsę. Przebitki wskazują na pandemię choroby w rodzaju COVID-19, paraliżującą układy oddechowe (w książce zdaje się inaczej to wygląda). Karty zostają potasowane i rozdane na nowo. Kto przetrwał, sam wybiera sposób, w jaki chce żyć dalej.

„Gwiazdozbiór Psa”

Jacob Elordi mówi swemu kompanowi, z którym mieszka w westernowej twierdzy z zapasami żywności i broni, że ten był przygotowany na takie życie zanim się zaczęły. Istotnie, Josh Brolin umościł się w westernie dobrze i nie ma problemów z tym, by żyć dalej bez ludzi, bez społeczeństw, bez dawnego świata, bez problemów. Skoro apokalipsa, to wszystko zaczynamy na od nowa, a powrót do starego świata nie ma sensu.

Jednakże Jacob Elordi wciela się w kogoś, komu taka wizja nowego świata nie odpowiada. To człowiek z traumami, który poniósł dotkliwą stratę (a kto nie poniósł?), więc jest dobrym kandydatem na kogoś, komu już nie zależy na świecie i życiu. Kto chciałby rozpędzić swój samolot i rozbić go o górę. A jednak sama strata, samotność i niedopasowanie do alternatywy, która nastała, nie wystarczają do uznania go za desperata i człowieka straconego. Przeciwnie, jego zagubienie i zapewne początki depresji są w gruncie rzeczy chęcią poszukiwania innego życia.

„Gwiazdozbiór Psa” czyli świat widziany z góry

Może właśnie z tego powodu, że lata. Tankuje swoją Cessnę i wzbija się w przestworza, by w opustoszałym świecie poszukać… czegoś. Niby zapasów, ale chyba jednak czegoś więcej poza nimi. Samolot i świat widziany z góry dają iluzję wolności. W świecie postapokaliptycznym nie ma już reguł społecznych, w ogóle nie ma społeczeństwa. Można wszystko. Lecieć gdzie się chce, robić co się chce, grać w karty na tysiące nic nie wartych pieniędzy, których nie trzeba już zarabiać. Można brać ze sklepu co się chce i co jeszcze zostało. Czasu i możliwości mnóstwo, podobnie jak i zagrożeń.

„Gwiazdozbiór Psa”

Wszystko to bowiem nie pozwala odnaleźć bezpieczeństwa w żadnym tego słowa znaczeniu. Ani dosłownie, skoro zewsząd czają się bandy łupieżców, ani w przenośni, by poczuć się bezpiecznie w swej nowej roli w nowym świecie. Taki świat przecież wszystkich zaskoczył i wszystko zrujnował. To znaczy – prawie wszystkich zaskoczył i prawie wszystko zrujnował. Mamy w „Gwiazdozbiorze Psa” społeczność mennonitów, którzy dotąd sprawiali wrażenie dziwaków i odszczepieńców, ale w obliczu apokalipsy okazują się najlepiej przystosowani do nowych, ascetycznych warunków. Sami dotąd tak żyli.

Mennonici mogą wyglądać tu na ciekawostkę, ale w gruncie rzeczy mają nadzwyczajną zdolność puentującą. „Gwiazdozbiór Psa” to bowiem western nie tyle o podboju opustoszałego Dzikiego Zachodu i budowie nowego świata, ale o ocaleniu tego, co wartościowe. Zwróćmy uwagę na to, że nowy postapokaliptyczny świat, który tak pasuje Joshowi Brolinowi, bankrutuje z definicji, skoro podtrzymać go trzeba lufą karabinu i strzelaniem do kogo popadnie. Stary świat zaś i próby jego ocalenia bankrutują dzięki efektownej roli Allison Janney (pamiętamy ją jako rewelacyjną matkę w „Jestem najlepsza. Ja Tonya”). Ona stoi na czele grupy, która chce tego, co było kiedyś, chce starego świata sprzed apokalipsy. Tyle tylko, że ten świat przyjmuje karykaturalny wymiar. Jest pełen manekinów i patologii. Jest tylko atrapą. Allison Janney zaznacza: „Nikogo nie zmuszam, by do tego świata wkroczył”. Wręcz przeciwnie, można powiedzieć – nawet od tego odwodzi. A jednak nie brakuje chętnych. Tyle tylko, że nie każdy do tej atrapy pasuje.

„Gwiazdozbiór Psa”

„Gwiazdozbiór Psa” czyli atrapa minionego świata

Allison Janney na lotnisku Grand Junction w Kolorado tworzy okrutny skansen. Jednakże Josh Brolin przy swoim karabinie strzegącym zapasów także taki okrutny skansen tworzy. Tu jakby nic nie było naprawdę, a przynajmniej nic nie było godne zaakceptowania.

Tymczasem Jacob Elordi gra kogoś, kto szuka alternatywy. Zwróćmy uwagę na to, że ten postapokaliptyczny świat nie jest jednoznacznie zły ani jednoznacznie dobry. Zależy to trochę od tego, na kogo się trafi i jak poprowadzi się tę znajomość. Początkowo miły nieznajomy niekoniecznie musi być kimś godnym zaufania i odwrotnie – ci, co przeładowują broń na twój widok niekoniecznie muszą być wrogiem.

„Gwiazdozbiór Psa” nie może się równać ze wspaniałymi dziełami o postapokalipsie jak seria „28 dni później” czy seriale „The Walking Dead” albo „The Last of Us”, nie dorównuje nawet „Jestem legendą” z Willem Smithem, chociaż tu też wydarzenia przyspieszają z powodu psa, niemego towarzysza niedoli. Nie dorównuje, bo też w gruncie rzeczy nie jest o postapokalipsie. Nie ona jest tematem wiodącym. To historia o nadziei na inne życie, z bliskością, zaufaniem, bezpieczeństwem. Życie nie w atrapie, ale naprawdę. Z tym wszystkim, co już się miało, ale przepadło.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound