NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Koniec ulicy Dębowej” czyli jak tu teraz iść wynieść śmieci

Będę szczery: jestem miłośnikiem dinozaurów. Jeżeli je gdzieś zobaczę, natychmiast przykuwa to moją uwagę. Jeżeli pojawiają się w filmie kinowym, biegnę na niego i jeszcze przebieram nóżkami. Cokolwiek by to nie było, naukowe czy poza nauką, po konsultacji naukowej czy z zupełnym jej zlekceważeniem, na serio czy z przymrużeniem oka, miliony lat temu czy obecnie. To nie ma znaczenia. Chociaż…

„Koniec ulicy Dębowej” (The End of Oak Street)

reżyseria: David Robert Mitchell
scenariusz: David Robert Mitchell
w rolach głównych: Anne Hathaway, Ewan McGregor, Christian Convery, Maisy Stella, P.J. Byrne

Może trochę się jednak zagalopowałem. W „65” z Adamem Driverem też miały być dinozaury i przenosiny do końca kredy, ale ja tam ich nie znalazłem. Były jakieś poczwary i fikcyjne jaszczury, które koło dinozaurów nawet nie leżały. Twórcom filmu nawet nie chciało się zweryfikować tytuły filmu wedle nowych ustaleń naukowych tj. z „65” na „66”, bo już wiemy, że datę wyginięcia dinozaurów trzeba przesunąć na 66 milionów lat temu.

„Koniec ulicy Dębowej”

Wielu powie, że się czepiam, bo żyjemy w czasach, gdy każda nieścisłość zostanie wybaczona i uzasadniona, a na każde niechlujstwo przymknie się oko z tekstem „przecież nie o to chodzi, wyluzuj”. Jednakże równie dobrze bowiem do takiego filmu można wstawić gremliny, ksenomorfy czy cokolwiek, na jedno wyjdzie.

W „Końcu ulicy Dębowej” jest podobnie.

„Koniec ulicy Dębowej” czyli dinozaury, dinozaury, ale które?

Mógłbym napisać długą rozprawkę na temat tego, jak bardzo tu się nic nie zgadza. Tylko po co, skoro nie o to chodzi? Pamiętajmy, że dinozaury władały Ziemią przez ponad 150 milionów lat, dłużej niż jakakolwiek inna grupa kręgowców. Ssaki czy ptaki nawet nie zbliżają się do tego wyniku. I przez te ponad 150 milionów lat powstało ich tak wiele form i gatunków, że trudno to ogarnąć rozumowo. Chodzi o to, że dinozaury z jury nijak się mają do dinozaurów z kredy. Więcej, dinozaury z początków kredy nijak się mają do tych z końca kredy. Przez te 150 milionów lat zmieniło się na Ziemi wszystko, nie tylko same dinozaury. Także rośliny i świat wokół nich. Pojawiły się pierwsze kwiaty, pierwsza trawa (tak, tak, dopiero wtedy). To już pokazuje o jakiej skali zmian mówimy i o jakiej różnorodności.

Wrzucenie wszystkich dinozaurów do jednego wora to jak wrzucenie do jednego wora… średniowiecza i epoki komputerów, z zachowaniem wszelkich proporcji. A zatem – czy aby na pewno się czepiam? To nie jest pomylenie literki w nazwie albo jednego gatunku z drugim. To mylenie lotu na Księżyc z wyprawą Magellana.

„Koniec ulicy Dębowej”

No ale nie czepiajmy się. Komu by się chciało sprawdzić, co żyło z czym w jednej epoce i co należy umieścić w filmie. Żaden film o dinozaurach nigdy nie będzie realistyczny, bo być nie może.

„Koniec ulicy Dębowej” czyli Steven Spielberg miał bursztyn i nie wahał się do użyć

Pseudorealizm „Parku Jurajskiego” zastąpiony został antyrealizmem „Końca ulicy Dębowej”. Dinozaury stanowią tu umowny rodzaj obucha, rodzaj stracha na wróble czy chochoła ustawionego na trawniku typowych amerykańskich przedmieść, które aż się prosi o katastrofę któregoś pięknego poranka. Łatwo tu wprowadzić zamieszanie, wprowadzone zresztą dość brawurowym wstępem, gdy dinozaury objawiają się nam na podobieństwo kina grozy, bynajmniej nie jak wielki brachiozaur z jednej z pierwszych scen „Parku Jurajskiego”, na widok którego rozdziawia się gębę. Tutaj spada klapa od kubła, jakiś wielki cień znika w zaroślach, a na płocie pojawiają się pazury, o kupie łajna nie wspominając. Od razu wiemy, że nic tu nie będzie się za chwilę zgadzało. Powstanie dystopia jak u Harry’ego Adama Knighta.

Steven Spielberg w ekranizacji „Parku Jurajskiego” i wszyscy jego następcy w pseudorealistyczny sposób stworzyli swoje dinozaury poprzez wykorzystanie sprytnego konceptu. U nich powstają z krwi w bursztynie i są to dinozaury różnych epok i różnych kontynentów, które dzięki temu można umieścić w jednym zoo. Tu zaś mamy sytuację, w której kawałek współczesnego świata z nieznanych powodów przenosi się do epoki dinozaurów, tak jakby ktoś przykrył go kloszem, wyciął i przerzucił. Do której konkretnie epoki dinozaurów – trudno się połapać. Zwłaszcza, że poza dinozaurzym grochem z kapustą pojawiają się tu także stwory niepasujące do niczego – jakieś wielkie węże, jaszczury.

„Koniec ulicy Dębowej”

„Koniec ulicy Dębowej” czyli strach wyjść z domu normalnie

Ale „przecież nie o to chodzi, wyluzuj”. Zatem wyluzujmy, przymknijmy oko i spróbujmy zorientować się w przymrużeniu, o co w takim razie chodzi. O rozrywkę? O dużo wrzasku, ryku, krwi i zjadania ludzi przez dinozaury – wszak we współczesnym świecie, gdzie też mamy drapieżniki, wszyscy na potęgę się zjadają i trudno wyjść z domu z obawy przed wilkiem czy tygrysem, prawda? Zatem w epoce dinozaurów też najlepiej byłoby siedzieć w ukryciu, prawda? Tak sobie wyobrażamy tamte ekosystemy.

Problemem „Końca ulicy Dębowej” nie jest jedynie niechlujstwo i bałagan w kwestiach merytorycznych, ale również niechlujstwo i bałagan w kwestiach filmowych. Nie może się on zdecydować, czym właściwie jest – komedią czy thrillerem? Pastiszem spielbergowskiego „Parku jurajskiego” czy pastiszem kina familijnego? Survivalem, który katastrofą uwypukla i zmiękcza problemy rodzinne czy sam już nie wiem czym?

„Koniec ulicy Dębowej”

A może to wcale nie jest zarzut, podobnie jak groch z kapustą w kwestii dinozaurów? Przecież „Koniec ulicy Dębowej” ma wszelkie zadatki na hit kinowy, bo sporo się tu dzieje, zatrzęsienie maszkar i zagrożeń, można się zarazem śmiać, jak i przerazić. Totalny brak nudy, a każde wyjście z domu to igranie ze śmiercią. W zasadzie wchodzi się w ten film gładko. Tak gładko, że można przełknąć wszelką bzdurę, a sam pomysł, by obudzić się któregoś dnia i spotkać dinozaura w ogrodzie, wylizującego kubeł ze śmieciami, jest kuszący. To rodzaj parafrazy obsesji Stevena Spielberga, który dlatego umieścił tyranozaura w ogródku w drugiej części „Parku Jurajskiego”, że zawsze marzył o tym, by mieć go za oknem. Kto nie marzy? Już taki zabieg możliwy tylko w filmie działa jak jasny piorun. Obudzić się i mieć w ogrodzie, lesie i na drodze do pracy dinozaury – kapitalne!

„Koniec ulicy Dębowej” czyli nic tak nie scala rodziny jak katastrofa

Uciekać przed nimi i próbować przeżyć – już mniej. Pozorna komedyjka, którą „Koniec ulicy Dębowej” nie jest, szybko przeradza się w pozorny film grozy, którym też nie jest. Niemniej krew się leje, a na ulicach i trawnikach są nie tylko sterty dinozaurzych ekskrementów, ale także oderwane członki. Teropody uganiają się za sąsiadami (tymi niemiłymi, co ważne), a zauropody… sami zobaczycie, co robią zauropody. Istna apokalipsa, w obliczu której asteroida wyhamowałaby, zawróciła i zwołała „nic tu po mnie!”.

„Koniec ulicy Dębowej”

Dodam, że doceniam licentia poetica, by pokryć dinozaury piórami. Nawet zauropody. Dość nowoczesne w tym zakresie.

W „Końcu ulicy Dębowej” dinozaury pojawiają się niespodziewanie (jeżeli nie liczyć mezozoicznych roślin wyrastających na grządkach), ale katastrofa od dawna wisi w powietrzu. To raczej rzadkość, by z takimi problemami jak tu mierzyły się rodziny poukładane, szczęśliwe i bez pęknięć. Ta rodzina, z Anne Hathway i Ewanem McGregorem, ma problemy jak stąd do jury i otoczenie domu przez krwiożercze dinozaury (a także krwiożercze pterozaury, które dinozaurami nie są) tylko wydobywa je na wierzch. I pozwala zmierzyć się także z nimi. Musi nadejść zatem mezozoiczny kataklizm, żeby rodzina odkręciła wentyl, żeby doszło do nieuchronnej erupcji.

Przecież nic tak nie jednoczy rodzinnie jak dinozaur hałasujący na podwórku kubłami na śmieci, prawda?

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound