NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Backrooms. Bez wyjścia” czyli labirynt, w którym ja za to wszystko płacę

To zdumiewające i zarazem niosące nadzieję. Najpierw ludzie spoza Hollywood, za to związani z YouTube robią znakomity niskobudżetowy horror „Obsesja”, który już zrobił furorę (o zarobieniu pieniędzy nie wspomnę), a teraz kolejni tworzą niezwykłe „Backrooms”. Film tak zakręcony, jak korytarze, które go wypełniają. I tak siedzący w głowie jak to, co w tych korytarzach się kryje.

„Backrooms. Bez wyjścia” (Backrooms) 

reżyseria: Kane Parsons 
scenariusz: Will Soodik
w rolach głównych: Chiwetel Ejiofor, Renate Reinsve, Finn Bennett, Lukita Maxwell, Mark Duplass


Tym człowiekiem jest Kane Parsons, który przerobił swój kilkuminutowy film z YouTube na pełnometrażowy film i odniósł spory sukces, co zdumiewa, ale i cieszy. Pokazuje, że kino zaczyna szukać zupełnie nowych przyczółków, gdzie kryją się czasami pomijane pomysły. I nikogo nie pozbawia szans.

„Backrooms. Bez wyjścia”

Takich, jakie otworzyły się przed „Backrooms”. Zwróćmy uwagę, że ten film na nie tylko nietypowe korzenie, ale zarazem zgromadził kapitalną obsadę aktorską. Chiwetel Ejiofor to przecież człowiek nominowany do Oscara za „Zniewolonego”, aktor dużej renomy, gwiazda hollywoodzka. Renate Reinsve, którą zobaczymy tu w mocnej roli psychoterapeutki, to Norweżka znana z osławionej już „Wartości sentymentalnej”, w której zagrała u boku Stellana Skarsgaarda. Wreszcie pojawia się także Lukita Maxwell, którą miłośnicy seriali kojarzą zapewne z „Terapii bez trzymanki” – ujmującego serialu o… psychologach.

Psychologowie, psychoterapeuci – wszyscy w jednym miejscu. Wszyscy przy jednej ścianie, za którą kryje coś, co… trudno opisać. Jak mówią bohaterowie, to tak jakby opisać psa komuś, kto nigdy go nie widział, a potem poprosi go, by narysował psa wedle tego opisu.

„Backromms. Bez wyjścia” czyli salon meblowy to ogromna przestrzeń

Uderzył mnie ten film, zaniepokoił, zadziwił i za diabła nie wiedziałem, dlaczego. Nie potrafiłem go poukładać w głowie, gdyż jedna część mnie zamierzała go odrzucić jako film niedorzeczny, zrozumiały i o niczym, ale druga protestowała. Coś ją przyciągało i nie wiedziałem, co to takiego.

„Backrooms. Bez wyjścia”

Podejrzewałem, że niezwykły pomysł, by umiejscowić coś na kształt sensorycznego i surrealistycznego horroru w salonie meblowym. Miewaliśmy już filmy grozy w sklepach, ale ten jest szczególnie osobliwy. Salony meblowe mają to do siebie, że wymagają dla swych ekspozycji przestrzeni. Są jak ogromne, chaotyczne domy z mnóstwem pokoi, kuchni, łazienek, sypialni i wszelkich zakamarków. Gdy krążę po salonach meblowych, wyobrażam sobie jak mieszkam w takim miejscu i nie ogarniam ani jego początku, ani końca. A nasz bohater grany przez Chiwetela Ejiofora właściwie w nim mieszka, odkąd żona wyrzuciła go z jego własnego domu. Tego, co to „on na niego zarabia” i tego, co to „on za wszystko płaci”.

To niezwykłe miejsce, które sprawia wrażenie martwego pseudodomu. Te migające jarzeniówki tworzą klimat idealnie wpisujący się w kino grozy. Niby jest to miejsce uporządkowane i umeblowane, a jednak chaotyczne. Pełne zaułków, które wydają się nie mieć końca i zapętlać.

„Backromms. Bez wyjścia” czyli tacy ludzie, co to nic a nic nie czują

Potem jednak przyszło mi do głowy, że bardziej interesujące jest jednak to, co znajduje się po drugiej stronie ściany, przez którą przeniknąć można do świata nie do opisania. Świata zapętlonego, tworzącego niekończące się korytarze tak, jak tworzy je ludzki umysł. To korytarze często absurdalne, z niedorzecznymi drzwiami, wejściami, wyjściami, pozornie wyglądające jak dziwaczna kopia realnego świata. Jak senny majak albo labirynt absurdu. Kompletny surrealizm, abstrakcyjny obraz, ale nie do końca.

To miejsce ciągnie się jak salon Ikea, w którym łatwo pobłądzić bez strzałek. Nie jest jednak salonem Ikei, rzecz jasna. Jest stanem umysłu, przeniesieniem na geometryczne kształty tego, co zapętla się w głowie. To labirynt zagmatwanych myśl, wymówek bez końca i fikcji, w której zawsze zwycięża własne „ja”.

Chiwetel Ejiofor gra bohatera, któremu psychoterapeutka mówi, że nie potrafi mu pomóc, bo on nigdy tej pomocy nie chciał. Mówi mu to po zajrzeniu do wnętrza jego świata pełnego labiryntów, wymówek, spirali wyparcia i nieprzyjmowania do wiadomości. Świata, który sam stworzył – takiego nieco poprawionego, gdzie nawet są ludzie, ale niczego nie czują. Można z nimi zrobić, co tylko się chce, a one nie czują. Można je nawet pożreć, dowolnie. Nie poczują. Idealnie, tak jak chciał.

Dlatego są maszkarami.

„Backrooms. Bez wyjścia”

Proste ćwiczenie, które zleca mu psychoterapeutka ma na celu przedstawić sytuację, w której on naraża się na gniew swojej żony. Gniew, który idealnie pasuje mi do zjawiska, zwanego przeze mnie roboczo „syndromem spadającej szklanki”. Nie wiem czy doświadczacie Państwo czegoś podobnego, gdy kumulacja zdarzeń, problemów, trosk, natłok wszystkiego co jest nie tak okazują się tak duże, iż wystarczy spadająca ze stołu szklanka, by człowiek eksplodował. By się przelało. Miałem wrażenie, że tutaj dochodzi do podobnej sytuacji. Spada szklanka i to już zbyt wiele. I dla niej, i dla niego.

„Backromms. Bez wyjścia” czyli groza jak w korytarzach korporacji

Ćwiczenie jest proste, ale wyciąga z bohatera to, co w nim siedzi. Chce przeprosić za tę szklankę, za to wszystko, więc przeprasza, ale dodaje przy tym, że „on płaci za wszystko, za jej studia i urlop dziekański też, bo ktoś musi zarabiać, a nikt nie chce ruszyć tyłka i mu pomóc”. I kiedy zobaczyłem granego przez Chiwetela Ejiofora bohatera z butelką alkoholu na łóżku, ale nie w domu, którego już nie ma, ale w salonie meblowym, gdy zobaczyłem go jak konsumuje jedną za drugą reklamy w telewizji i wścieka się, że ktoś lub coś mu to zabrało, wyłączając prąd, dotarło do mnie, co mnie uderzyło w filmie.

Te ciągnące się za ścianą, a alternatywnym świecie korytarze wyglądają przecież jak labirynt niekończących się biur. Jak zakład pracy, jakaś korporacja, w której przesiaduje się po godzinach, bez własnego życia. To jest labirynt myśli, wymówek, zapętleń i ludzkich spraw, ale to także korpo labirynt.

„Backrooms. Bez wyjścia”

To uderzające podobieństwo sprawia, że zaczynam rozumieć coś, co początkowo chciałem odrzucić. „Ktoś musi, do cholery, zarobić” staje się jasne. „Ja za to wszystko płacę” staje się jeszcze jaśniejsze i stwierdzenie psychoterapeutki, że nie może pomóc – również. Nie komuś, kto przychodzi, by znaleźć wymówki i usprawiedliwienia dla siebie, a nie rozwiązanie. Komuś, kto się zapętla w niekończących się korytarzach schematów myślenia.

To ona, terapeutka doznaje w tych korytarzach olśnienia, nie on. To ona przeżywa przełom, a nie on. Tak jakby terapia nagle nabrała ciała, a może raczej nie tyle ciała, co kształtu. To kształty korytarzy, zaułków, nawet basenu. Zupełnie namacalne. Owszem, zniekształcone mocno, ale jednak przecież takie znajome. Ja w każdym razie czułem się jak w labiryncie, ale w labiryncie jakże znajomym! Ma on kształt biura, urzędu, redakcji, biblioteki, poczekalni, wszystkiego w czym się poruszamy i gubimy na co dzień. Grozą jest tu przestrzeń, ale przestrzeń budowana i akceptowana świadomie.

Może dlatego Kane Parsons nie sięgnął po kuszące AI, aby stworzyć labirynt ludzkich spraw rodem z gry komputerowej albo klasycznego horroru. On sięgnął po prawdziwą scenografię, którą stworzył – z tego co wiem – w kilku halach. Namacalną, w pełni tego słowa znaczeniu. Dorzucił do tego filmowanie całości w stylu „REC” i puentę, która jest tak samo zagubiona, jak wszystko w tym labiryncie. Puentę, która prosi wręcz „pomóż mi zrozumieć”.

Radosław Nawrot

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound