NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Spider-man. Całkiem nowy dzień” czyli nazywam się pająk i cierpię za miliony

Zendaya powiada do Spider-mana: „Nie ty powinieneś o tym decydować, czy się o tobie pamięta”. Mam podobne wrażenie, że ktoś w kwestii Spider-mana decyduje za mnie, co mam pamiętać, a co nie. Sporo bowiem tego. Nie tak łatwo się połapać w serialu, którego odcinki dostajemy co kilka lat. Ten odcinek jest dość oryginalny, bo najbardziej sentymentalny. Najbardziej ludzki, najmniej pajęczy i superbohaterski.

.

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień” (Spider-Man. Brand New Day)
reżyseria: Destin Daniel Cretton
scenariusz: Chris McKenna, Erik Sommers
w rolach głównych: Tom Holland, Sadie Sink, Zendaya, Jacob Batalon, Jon Bernthal, Tramell Tillman, Mark Ruffalo

I to dosłownie, bowiem Tom Holland w ciele pokłutym przez napromieniowanego pająka walczy bohatersko z problemami biologicznymi, które sam stworzył. A dokładniej: stworzyli scenarzyści. Problemami, które oczywiście nie istnieją i które trzeba potraktować z przymrużeniem oka. Tak, aby widzieć człowieka, nie pająka. I zdaje się, że tego chcą twórcy „Całkiem nowego dnia”.

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień”


Na pewno chcą. Przecież nawet gdy Mark Ruffalo jako Hulk wraca do ludzkiej postaci po ataku nadludzkiej siły, której nie kontroluje, w pierwszych słowach pyta: „Czy ktoś ucierpiał? Czy kogoś zraniłem?”. Tak po ludzku.

Ranienie się jest zresztą motywem przewodnim „Całkiem nowego dnia” i nie mam na myśli ranienia przez wystające kawałki gruzu ze zniszczonych budynków, o rozkwaszone gęby po licznych bójkach czy ubytków ciała po eksplozjach. Tu istotniejsze jest ranienie, za którym idzie cierpienie wewnętrzne. Zwłaszcza wtedy, gdy nie sposób zapomnieć.

Mark Ruffalo jako bohater uciekający przed przeobrażeniem w Hulka opowiada Tomowi Hollandowi steki bzdur o genach, mutacjach, ich powstrzymywaniu itd. Wszystko po to, by zapomnieć, iż drzemie w nim siła gniewu nie do powstrzymania. Pomyślmy przez chwilę, czy nie jest to takie ludzkie? Czy bez wchodzenia w zieloną skórę Hulka nie miewamy ataków, których się potem żałuje? Nawet jeśli nie zniszczymy połowy miasta, ale słowa wypowiedziane czy napisane w internecie powodują ruiny całkiem porównywalne. Dotkliwe i zostające długo.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień”

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień” czyli amnezja jest bardzo atrakcyjna

Spider-man w tej wersji, w tej dość zakręconej historii z niepamięcią (Państwo oglądali poprzednie odcinki serialu? Bo przyda się) cierpi za całą ludzkość, którą już nie tylko ratuje, ale zbawia. Zbawia ode złego. Nazywa się Spider-man i cierpi za miliony, resetując pamięć swych przyjaciół, co samo w sobie jest interesującą kwestią. Nie nową, bo przecież dwadzieścia osiem filmów o tym zrobiłem, robię dwudziesty dziewiąty. Amnezja to jeden z ulubionych tematów filmowych w ogóle, jednakże tutaj mamy amnezję prowadzącą do ratunku dla ludzkości. Amnezję, którą trzeba wytrzymać, przełknąć, zaakceptować.

Albo nie, to zależy.

To interesujące jednak z tego powodu, że stawia całą opowieść w kręgu moralnego niepokoju. Czy da się w kimś zakochać dwukrotnie od zera? Czy to zakochania, czy miłość są tak ponadczasowe, że po resecie nie ma bata, znowu się wpadnie jak śliwka w kompot? A może jednak za drugim razem to już nie tak łatwo i żadnego zakochania może nie być.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień”

Ja jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Magia magią, przeznaczenie przeznaczeniem, ale zakochanie, miłość, całe to latanie hormonów i innych chemicznych substancji to przecież pokłosie pewnych uwarunkowań. Spotkania kogoś w określonym miejscu, czasie, okolicznościach, splot zdarzeń, wypowiedzi, wreszcie pracy… tak, ciężkiej pracy nad uczuciem. Rozbisurmaniły nas filmy romantyczne, wmawiając nam, że samo się stanie. Jak scenarzysta zapisze z góry, tak będzie. A tu nie tak, nie tak. Ten sam mężczyzna, ta sama kobieta spotkani gdzie indziej, kiedy indziej, jakoś inaczej już nie zakręcą.

Czy to nie jest ciekawe?

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień” czyli miłości nie da się powtórzyć?

Powiada mój kolega Marcin, że „Całkiem nowy dzień” to opowieść o wyższości przyjaźni nad miłością, bowiem ją można odbudować na bazie skrawków wspomnień, skojarzeń. Możliwe, tego nie wiem, ale wiem, że mechanizmy przyjaźni są inne i w pewnym sensie „Spider-man. Całkiem nowy dzień” to pokazał.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień”

On skupił się na bohaterze i jego przyjaciołach. Jest pełen sentymentalizmu wymuszonego decyzjami, jakie Spider-man podejmował wcześniej wobec swego otoczenia, ale zwróćmy uwagę na to, że nie tylko. Mamy do czynienia z człowiekiem redefiniującym swoje życie, co wymusza pojawianie się retrospekcji. Jest ich sporo, ujmujące są te z Marisą Tomei, która grała w historiach o Spider-manie jego ciotkę (i jako jedna z ciekawszych bohaterek, została skasowana). Jest sporo także innych wspomnień, a Spider-man swoje obecne życie mocno postrzega za pomocą fleszy z przeszłości.

W tym kontekście jego zmaganie z uaktywniającymi się genami pająka to nie tylko kwestia techniczna, sprowadzająca się do tego, z czego tu strzelać siecią i jak słyszeć, widzieć lepiej. W większym stopniu to kwestia zmagań o zachowanie człowieczeństwa w obliczu wyzwań i traum. Bo jeżeli odrzucimy całą tę bajkową otoczkę, zabawowy charakter całej konstrukcji filmu, jeżeli spojrzymy na Petera Parkera jako na człowieka, dostrzeżemy, iż zmaga się ze sporą traumą. Owszem, jak napisałem – bohatersko zwalcza problemy, które sam stworzył. Ale czy my w życiu nie robimy inaczej?

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień” czyli może i pająk, ale jednak człowiek

To wszystko czyni „Całkiem nowy dzień” dziełem mało superbohaterskim, a bardziej ludzkim. Nawet poboczni bohaterowie jak Punisher zyskują ludzką twarz (w tej roli Jon Bernthal), a z nie-ludzkiego grona znajdujemy w zasadzie jedynie Skorpiona, chociaż przecież to w gruncie rzeczy także nie on.

„Spider-Man. Całkiem nowy dzień”

Nawet główna antagonistka w rzeczywistości do końca albo może i wcale nią nie jest. Nie jest również żadnym półczłowiekiem i półzwierzęciem, jak to w klasycznych odsłonach komiksowych historii superbohaterskich bywało. Ona w zasadzie sama jest ofiarą.

To spowodowało, że chociaż doceniam wszelkie wariacje na temat Spider-mana, to nieco zatęskniłem za klasyką, w której naprzeciw bohatera w pelerynie staje jakiś stwór czy mutant i trzeba go zwalczać. Ja wiem, że to wszystko już było, ale opowieść o Spider-manie jest rodzajem baśni, którą opowiada się przed snem dzieciom wciąż i wciąż. A one nieznudzone nadal będą się domagały, by opowiedzieć im jeszcze raz.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound