Spróbuję to może wyjaśnić. Spóźniłem się nie bez powodu. Nie dlatego, że mi się nie chciało, przeciwnie. Chciało mi się i wziąłem kurs ekstra, po godzinach. No ale śnieg sypał, droga była śliska, a wszystkie ogrodzenia miały kłódki. I wyskakiwał co chwilę ktoś z boku, a to kobieta w podomce, a to pies… Naprawdę, bezustannie. I potem te stwory… coś im strzelało z pyska, miały wiele kończyn, bluzgały kwasem, mutanty jakieś. Zaatakowały całe miasto, wszędzie krew i flaki. Trudno było dopchać się do domofonu i windy. Naprawdę, nie kłamię…
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy