NAPISZ DO MNIE!
Kino

„W sercu dziczy” czyli wiara ma czasem trzy nogi

W zasadzie to nie film, bo akcja jest tu nietypowa i dość ascetyczna. „W sercu dziczy” to raczej hołd, nawet nie tylko dla psich żołnierzy w armii, a w ogóole dla psów, w ogóle dla zwierząt. Dla tych, co ufają człowiekowi bezwarunkowo. Wszystko, co ma tu miejsce, dzieje się albo się nie dzieje, prowadzi do psa. To on jest osią, a nie Brad Pitt. I to o nim w gruncie rzeczy mowa.

„W sercu dziczy” (Heart of the Beast)

reżyseria: David Ayer
scenariusz: Cameron Alexander
w rolach głównych: Brad Pitt, pies Uber, JK Simmons, Anna Lambe

.

Na filmie „W sercu dziczy” trudno się nie wzruszyć. Musiałby kto być chyba z kamienia. Mamy tu w końcu bohatera rzadkiego, w którego wcielił się pies imieniem Uber (w filmie: Odin). Bohatera, który słowa nie mówi, a jednak powiada tak wiele. Wystarczy przyjrzeć się jego spojrzeniu w pierwszej i ostatniej scenie, które buduje zaufanie, jakiego próżno szukać wśród ludzi. Zaufanie bezgraniczne i bezwarunkowe.

„W sercu dziczy”

O przywiązaniu psa do opiekuna napisano i powiedziano wiele, ale mam wrażenie, że ta historia dodaje coś do tego. Dodaje sporo. Każdy, kto zajmuje się zwierzęciem i kto zaprosił je do swej rodziny jako jej członka, wie o tym, że zaufanie takiej istoty to jest coś, co zapiera dech. Pies, kot, wszelkie inne zwierzę choćby i domowe, wywodzą się jednak od dzikich przodków. Jego nieufność wobec człowieka jest wrodzona i to, że pies czy kot staje się przyjacielem człowieka, jest złamaniem jego naturalnych instynktów. Jeśli zwierzę przezwycięża swoją nieufność wobec człowieka, naprawdę coś to znaczy. I gdy kładzie swój pysk na kolanach kogoś, kogo powinno się bać, to ma ogromne znaczenie.

„W sercu dziczy” czyli kiedy zwierzę kładzie swój łeb na kolanach

Na mnie działa to w sposób magiczny. Gdy patrzę na moje koty, które postanowiły mi zaufać i porzucić życie włóczęgi, zakładając, że ich nie skrzywdzę i nie zdradzę, czuję brzmię. Można się śmiać, ale nie radzę. Zdradzenie takiego zaufania to coś naprawdę ważkiego, bo jeśli się kogoś oswoi, bierze się za niego odpowiedzialność.

Zwierzę zależy od człowieka, wymaga od człowieka i jest jak dziecko na całe życie (jego lub nasze), ale wiele za to oddaje. Ten, kto nie oddał zwierzęciu serca i nie doświadczył jego przywiązania, nie wie, jak zmienia to życie. Patrzenie w oczy zwierzęcia, które ufa to nobilitacja. Ja przynajmniej czuję się lepszy, czuję się pełniejszy, czuję się wyróżniony przez obiektywnego arbitra z serca dziczy.

Znacie to uczucie?

„W sercu dziczy”

Bezwarunkowość tego zaufania to pewne założenie, definicja, któremu nie zawsze nadaje się pełni znaczenia. Łatwo bowiem zaufanie pomylić z uzależnieniem. Zwierzę domowe, które wymaga karmy, wody i opieki, staje się zależne. To jednak nie znaczy, że staje się słabsze.

„W sercu dziczy” czyli co tak naprawdę znaczy „bezwarunkowo”

„W sercu dziczy” to film z dość dyskretnie ambitną akcją, ale mam wrażenie, że dokładnie to pokazuje. Siła psa, który zależy od człowieka jest ogromna. To dowód na to, że nie jest słabszy tylko dlatego, że zaufał. A zaufał bezwarunkowo i tutaj dopiero widzimy w pełni, co to znaczy.

Orion jest psem skrzywdzonym wielokrotnie. Był kiedyś zwiadowcą, służył w armii, brał udział w wojnie, których nie wywołał, za które nie odpowiada i których zapewne nie rozumie. Został w nie wplątany, zmuszony do nich, stracił na nich części swego ciała, zdrowie i psychiczny spokój, co skutkuje traumatycznymi snami i robiącymi wrażenie nerwowymi pobudkami w ciągu nocy. Jak powiada Brad Pitt, trzeba wtedy mówić do niego łagodnie, aż się uspokoi.

„W sercu dziczy”

Orion stracił przez ludzi wiele, sporo wycierpiał i mocno oberwał, ale nie przestał ufać. Nie porzucił wiary w człowieka i jego dobro, nawet jeśli jest skrywane i przysłonięte wojną. Pozostał bez nogi, bez zębów, bez spokojnego snu, ale nie bez ufności i wiary w człowieka. Proszę mi powiedzieć – czy znajdziemy gdziekolwiek i u kogokolwiek taką wiarę?

To właśnie nadaje sens i głębię słowu „bezwarunkowość”. Orion jest psem niezachwianym nie tyle dlatego, że potrafi pokonać trudności alaskańskiej dziczy, przez którą musi się przedzierać ze swym opiekunem po katastrofie samolotu. Jest niezachwiany, bo jako zwierzę mimo wszystko wciąż wierzy w człowieka. W każdego człowieka, o czym świadczy ostatnia scena.

Proszę zauważyć, że nie używam określenia „właściciel”. Świadomie mówię „opiekun”. Jak bowiem w takiej i jakiejkolwiek innej sytuacji pies może mieć właściciela? Użycie takiego określenia sprowadzałaby go do przedmiotu prawa rzeczowego, sprowadzałoby go do rzeczy. A on nie jest rzeczą. Jest chodzącą i biegającą na trzech choćby łapach wiarą, jakiej u człowieka ze świecą szukać. Wiarą w samego człowieka.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound