NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Księga dżungli”, czyli przecież Shere Khan nie może mieć racji!

Wtej „Księdze dżungli” tygrys Shere Khan pozostaje okrutny i zawzięty, ale nie kieruje się jedynie czystą żądzą krwi. Proszę zwrócić uwagę na to, że to on chwilami zakrawa na jedynego racjonalnego, który zamierza zgładzić ludzkie szczenię nie dlatego, że tak mu się podoba. Dlatego, że tak będzie bezpieczniej i lepiej dla wszystkich.

„Księga dżungli” (The Jungle Book)

reżyseria: Jon Favreau
scenariusz: Justin Marks
w rolach głównych: Neel Sethi, Idris Elba, Bill Murray, Ben Kingsley, Scarlett Johansson, Lupita Nyong’o
polska wersja językowa: Bernard Lewandowski, Jan Frycz, Jerzy Kryszak, Jan Peszek, Anna Dereszowska, Lidia Sadowa

Motto:

„Plemiona Dżungli, poruszone tą wieścią, poszły za stadem bawolim i dotarły do owej jaskini. U wnijścia jaskini stał istotnie Strach. Był nie owłosiony – jak go opisały bawoły – chodził na dwóch nogach. Gdy ujrzał zwierzęta, krzyknął przeraźliwie, a głos jego napełnił nas strachem, który nam pozostał po dziś dzień”

Rudyard Kipling, „Druga księga dżungli”. Rozdział: Skąd się wziął Strach

Cała dżungla jest przepełniona strachem, więc „Księga dżungli” również. To, co napisał Rudyard Kipling i na czym ja wychowałem się w dzieciństwie, zaczytany i przełamujący pod kołdrą „pora już spać”, jest w zasadzie tekstem przerażającym. Budującym, ale i bardzo brutalnym – dokładnie tak jak prawa natury.

„Księga dżungli”, czyli już nie taka sobie bajeczka

Rudyard Kipling, mieszkający przez lata w Indiach brytyjski pisarz i autor zbioru „Takie sobie bajeczki”, tym razem takiej sobie bajeczki nie napisał. „Księga dżungli” to pasjonująca, a zarazem przedziwna lektura. Sprawia wrażenie chaotycznego zbioru opowiadań, niepoukładanych chronologicznie, dzięki czemu o pewnych zdarzeniach wcześniejszych dowiadujemy się później, a na dodatek poprzetykana rozdziałami w formie opowiadań zupełnie nie na temat.

Weźmy choćby historię o Rikki-Tikki-Tavim, nieustraszonym pogromcy jadowitych węży, któremu ptak Darzee śpiewał tak:

„Wyłaź z nory pókim dobry!
– Krwawooki rzekł do kobry.
– Chodź no w taniec, czynem stwierdź,
kogo z nas dwóch czeka śmierć”

Przepraszam najmocniej, że tak z lubością zamieszczam owe cytaty i pieśni z „Księgi dżungli”, ale cały w nich urok! W dobrym tłumaczeniu są wspaniałe, stanowią o klimacie tego dzieła i w jakimś sensie tłumaczą, dlaczego w najnowszej kinowej wersji tego filmu też znajdziecie Państwo piosenki. Po prostu, nie ma bez nich tej opowieści.

W każdym razie, Rikki-Tikki-Tavi był mangustą indyjską, ptak Darzee to zaś krawczyk zwyczajny, krewny naszych pokrzewek, znany z tego że gniazda buduje z zawiniętych i zszytych razem (tak, tak, normalnie zszytych kawałkami nitek) liści – stąd jego nazwa. Nijak się to opowiadanie nie ma do reszty „Księgi dżungli”. Co więcej, Rudyard Kipling umieścił w jej środku również opowieści o fokach albo innych zwierzętach z dalekich stron, zupełnie jakby chciał dać nam chwilę przerwy w lekturze.

„Księga dżungli”, czyli spisane prawa lasu

„Księga dżungli” to zatem dość mroczne puzzle. Mroczne, bo Rudyard Kipling nigdy od brutalności nie stronił. Nazbyt wiele naoglądał się zasad rządzących naturą, które są bardzo surowe, aczkolwiek sprawiedliwe. I co najważniejsze w wypadku praw natury – szalenie sensowne.

Mówiąc krótko, Rudyard Kipling napisał książkę pełną opowieści o zwierzętach żyjących ze sobą w niemalże leśnym społeczeństwie, którego fundamentem jest prawo. Na przykład takie (znów cytat):

„Pij do syta, lecz w miarę. Kąp się codziennie od kity do głowy.
A pomnij, że dzień jest do spania, a noc przeznaczona na łowy.
Niechaj szakal się łasi tygrysom! Lecz ty gdy wyrośniesz, o szczenię,
Pamiętaj, że wilk jest łowcą – i sam ma zdobywać jedzenie.

Poluj dla siebie, dla szczeniąt, dla druhów. Krew taka nie brudzi!
Lecz bez potrzeby nie poluj! Po siedmiokroć wara polować na ludzi!
Gdy porwiesz zdobycz słabszemu, nie pożrej wszystkiego w próżności.
Nędzarz jest w Prawa opiece – więc zostaw mu skórę i kości!

Szczenię nim rok ukończy powinno się suto odżywiać.
Gdy jadła od kogo zażąda, nie wolno się jemu sprzeciwiać.
Wilczyca ma prawo do leża. Gdy samcom powiodą się łowy,
wolno jej żądać dziesięcin dla wilcząt i nigdy nie dozna odmowy!”

Wygląda to rzeczywiście na rodzaj bajeczki. Tymczasem nią nie jest.

Gdy się pochylić nad tym, co spłodził Rudyard Kipling, okaże się że fikcji w jego dziele jest znacznie mniej, niż mogłoby się zdawać. Opisane przezeń relacje między zwierzętami i ich prawa nie odbiegają od rzeczywistych, które w indyjskim lesie zaobserwował. Począwszy od owych rozejmów wodnych, które w okresie suszy zawieszają wszelkie waśnie i ochoty na polowanie przy wodopojach, aż po prawo najbardziej generalne, które sformułowałbym tak: „z darów natury, ale tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz, ani odrobiny więcej; tak aby zachować ją dla innych, o których musisz myśleć”.

Zasada sprawiedliwości społecznej? Zdrowy rozsądek? Nie, to po prostu prawa natury, które nią rządzą i działają. Te, które sprawiają, że syty tygrys nie zapoluje na sambara, bo nie ma takiej potrzeby. Nie zabije ani jednej istoty więcej niż musi, nie zje jednego kęsa więcej niż powinien i wreszcie – nie zaatakuje bez potrzeby człowieka, którego boi się, odkąd narodził się Strach.

Po prostu – wydawać się może, że Rudyard Kipling jedynie sfabularyzował i zbeletryzował film przyrodniczy.

Ten sfabularyzowany film przyrodniczy u Kiplinga to jednak fenomenalna historia o przebogatym spektrum postaci i zdarzeń. Mowgli, czarna pantera Bagheera czy niedźwiedź Baloo stały się symbolami – pamiętacie Państwo, że tak nazywał się niedźwiedź przez lata mieszkający w poznańskim Zoo? Wielki pyton Kaa stał się stałym bywalcem krzyżówek, bo trudno znaleźć inną tak znaną postać na trzy litery z dwoma A po sobie. Postacią, która jednak najbardziej kojarzy się z „Księgą dżungli” stał się Shere Khan, wielki tygrys bengalski. W dodatku: tygrys-ludojad.

„Księga dżungla” i Shere Khan – tygrys demon

Shere Khan fascynował mnie zawsze. Jego radykalne podejście do ludzi również. Ten tygrys był w gruncie rzeczy największym nonkonformistą całej tej historii, jej największym mrokiem, a jednocześnie najciekawszą postacią. Drżałem jako dziecko przed Shere Khanem, a jeszcze bardziej drżałem przed tym, że ów kot ma rację. Że małego człowieka zagubionego w lesie i przygarniętego przez wilki faktycznie trzeba zgładzić jak najszybciej. Póki czas.

Przyszło mi to znów do głowy, gdy oglądałem film Jona Favreau. Film, który jest absolutnym majstersztykiem koncepcyjnym i technologicznym. Film pod tym względem zachwycający, stanowiący najdoskonalej dopracowaną ekranizację „Księgi dżungli” w dziejach, a być może jeden z w ogóle najlepiej zrealizowanych filmów tego typu w historii. Film, który jednak został zrobiony przez wytwórnię Walta Disneya i to zrobiony po disneyowsku.

Co to znaczy?

Ano Walt Disney ma swoje pełnometrażowe kanony – najważniejsze filmy animowane, jakie kiedykolwiek zrobił. Takie najbardziej rozpoznawalne, z łatwo kojarzącymi się postaciami. To z pewnością pierwszy film tego typu „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” z 1937 roku, to „Dumbo” o latającym słoniku i „Bambi” o jelonku (to w ogóle ciekawa sprawa, bo w austriackim książkowym oryginale Bambi był sarną, ale sarny nie występują w Ameryce Północnej, zatem Disney zmienił sarnę na rodzimego mulaka białoogonowego, którego z kolei nie uświadczymy w Europie), to „Piotruś Pan”, to „Zakochany kundel”. To także niewątpliwie „Księga dżungli” z 1967 roku.

Ta animowana wersja ukształtowała nasze myślenie o kiplingowskiej historii, bo Disney ma to do siebie, że wszystko kształtuje. Ukształtowała jako widzenie „Księgi dżungli” w formie sympatycznej historyjki o miłych zwierzątkach żyjących sobie przyjaźnie w lesie, z pieśnią na ustach. Nawet Shere Khan nie wyglądał tu tak strasznie, prawda? Raczej przypominał Tygryska z „Kubusia Puchatka”. Od tej pory „Księga dżungli” postrzegana jest jako bajka, a nie mroczna opowieść o walce o przetrwanie. Nienaturalnie zamiast naturalnie.

Byłem ciekaw, jak będzie tym razem. Jak w dżungli czy przeciwnie?

Walt Disney zrobił nową „Księgę dżungli” z niewyobrażalnym wręcz rozmachem. Przyznam szczerze – nie spodziewałem się aż takiego. To już nie jest tylko kwestia technicznych fajerwerków, dzięki którym zwierzęta ruszają pyszczkami jak „Koń, który mówi”. Jemu smarowano dziąsła masłem orzechowym, by wyglądał jakby się wypowiadał. W „Księdze dżungli” zwierzęta nie tylko mówią. One są pełnowartościowymi bohaterami z krwi, kości, futer i pazurów. O filmie złożonym właściwie z jednego człowieka, czy też raczej człowieczka (w roli małego Mowgliego 12-letni amerykański aktor Neel Sethi) oraz całej armii zwierząt można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – zwierzęta są genialne. Absolutnie genialne.

Zwierzęta jako aktorzy w „Księdze dżungli”

Genialność nie sprowadza się tylko do wykreowanej komputerowo techniki motion capture, co po polsku zwie się „przechwytywaniem ruchu”. Państwo wiecie, na czym ta technika polega? To sposób animacji, w którym aktor w sympatycznym skafanderku wyposażonym w czujniki gra na tle niebieskiego tła, czujniki przenoszą jego ruchy do komputera, który nakłada ja na wykreowana tam postać np. wilka czy tygrysa. Ta technika wymaga zatem aktorów, którzy potrafią naśladować ruchy zwierząt. Wielkim specjalistą od takich wyzwań był np. Andy Serkis i to on pomagał wytwórni Disneya przy stworzeniu świata z indyjskiego lasu.

A jest to świat niemal kompletny, bo nigdy nie ukrywałem, że w „Księdze dżungli” imponuje mi także to, że stanowi kompleksowy przegląd fauny Indii. Nie wiedzieliście Państwo, że w Indiach żyją wilki? To już wiecie – żyją. Nie wiedzieliście, że można tam spotkać niedźwiedzia? Żeby jednego! Indie mają aż cztery gatunki niedźwiedzi – himalajskiego (inaczej zwanego tybetańskim), malajskiego (ale tego tylko na małym skrawku Assamu, przy granicy z Birmą), wargacza (wyjątkowo złośliwe bydlę, naprawdę, nikt go nie lubi, więc nie nadawałby się na Baloo) oraz brunatnego z mojego ulubionego podgatunku niedźwiedź izabelowaty (Ursus arctos isabellinus). Izabelowaty dlatego, że ma on właśnie taki kolor. Kojarzycie Państwo, jaki to kolor? Taki kremowy, złotawy… ojej no, nie wiem jak go nazwać, jestem facetem…

Przyznam, że pod tym względem Disney poszedł dalej niż sam Kipling. W dostępnych na rynku tłumaczeniach jego książki możemy np. wyczytać, że porwanie Mowgliego przez małpi gang Bandar-long dostrzegł „myszołów Chil”. W filmie jest to taki ptak o białej głowie, zwany kanią bramińską – znacznie bardziej charakterystyczny dla Indii niż myszołów.

Mniejsza jednak z tym. Uważny widzowie mogliby bowiem w tym momencie powiedzieć:

– Chwilunia, chwilunia… Co w takim razie robi w filmie orangutan?

Mowa o małpim królu Louie, który tkwi w ruinach dawnej świątyni. Rzeczywiście, wygląda to na zupełny nonsens, bo orangutany nie żyją i nigdy nie żyły w Indiach. Kiedyś występowały we wschodniej Azji, dzisiaj – jedynie na Sumatrze i Borneo. Disney zatem przedobrzył?

Spróbuję to wyjaśnić. Mam bowiem pewną teorię na ten temat.

„Księga dżungli” czyli wejście gigantycznej małpy

Ta wielka małpa (gra ją sam Christopher Walken) ani razu nie została w filmie nazwana orangutanem. Za to co najmniej dwukrotnie pada podczas jej piosenki (tak, tak, małpa śpiewa!) nazwa gigantopitek. Gigantopiteki to największe małpy w dziejach Ziemi, które osiągały przeszło 3 metry wzrostu i ponad pół tony wagi, dwa razy więcej niż największe goryle. I bez porównania więcej niż jakikolwiek orangutan.

Szczątki tych małp znaleziono na terenie Chin, Wietnamu i właśnie Indii. Wymarły około 300 tysięcy lat temu, ale być może to one są przyczyną legend o yeti.

Tak przed wieloma laty przedstawiał gigantopiteka czechosłowacki rysownik Zdenek Burian. Upodobnił go do goryla – no skoro małpa miała być wielka, goryl i King Kong nasuwały się na myśl.

Dzisiaj rekonstruuje się je na podobieństwo ogromnych, rudowłosych orangutanów.

Mówiąc krótko, Disney nie wcisnął na chama do filmu orangutana z Borneo. Nie dodał go do chmary typowo indyjskich małp jak rezusy, hulmany (to te o czarnej twarzy), huloki (to te gibony zawisające na gałęziach na długich rękach, jedyne gibony żyjące w Indiach) czy makaki wanderu (to te o takich nieco lwich grzywach, które popychają Mowgliego). On tutaj umieścił gigantopiteka. A to powoduje, że zamiast czuć niesmak na nieścisłość, jestem… zachwycony głęboką znajomością rzeczy!

Film jest bowiem pod tym względem znakomicie dopracowany. Chylę głowę.

„Księga dżungli” w nowej, mrocznej formie

To też sprawia, że nowa disneyowska „Księga dżungli” jest jeszcze ciekawsza niż się zdaje, gdy się w nią tak porządnie wgryźć. Ma już po raz kolejny robiąca furorę w dubbingu Lupitę Nyong’o w roli wilczycy Rakshy (świetna!). Ma chociażby tego niesamowitego pytona Kaa, w którego rolę wcieliła się sama Scarlett Johansson (w polskiej wersji językowej – Anna Dereszowska). Przyznam szczerze, syczącej Scarlett Johansson, hipnotyzującej świat wzrokiem, nie zapomnę…

Disney dokonał kilku zmian. Panterze Bagheerze zmienił płeć na męską (tego lamparta gra Ben Kingsley) – widocznie nie było wyjścia, skoro Scarlett Johansson zajęta. Z niedźwiedzia Baloo uczynił trefnisia – w książce to raczej surowy nauczyciel ludzkiego szczenięcia. Inaczej niż w książce wygląda też ostateczna rozprawa Mowgliego i Shere Khana.

Shere Khan – cóż, trzeba to powiedzieć jasno… to właśnie ów tygrys jest w tym filmie najlepszy. Zawsze ten zły, zawsze czarny charakter, określany jako jakiś okrutny półgłówek, który nie przestrzega praw lasu i drwi z reszty jego mieszkańców. Zawzięte kocisko, polujące na małego, bezbronnego chłopca dla własnej przyjemności. Ludojad opity ludzką krwią, z mordą ociekającą posoką – tak go dotąd przedstawiano. U Kiplinga uosabiał cały lęk, jaki towarzyszy Hindusom na myśl o podchodzących pod ich obejścia tygrysach. I całą ich niechęć do nich.

W tej „Księdze dżungli” tygrys pozostaje okrutny i zawzięty, ale nie kieruje się jedynie czystą żądzą krwi. Proszę zwrócić uwagę na to, że to on chwilami zakrawa na jedynego racjonalnego, który zamierza zgładzić ludzkie szczenię nie dlatego, że tak mu się podoba. Dlatego, że tak będzie bezpieczniej i lepiej dla wszystkich. Na dodatek przedstawia swoje argumenty w sposób tak mocny i charyzmatyczny, że gotów byłem niemal im ulec.

– Wszystkich oszukasz, ale nie mnie. Ja jeden wiem, kim naprawdę jesteś – powiada Shere Khan do Mowgliego. Czytaj: jesteś człowiekiem, największym zagrożeniem i największym złem. Ty, chłopczyku. Ty, ludzki szczeniaku. Właśnie ty zagrażasz porządkowi rzeczy, a nie ja – tygrys.

Shere Khana, z tym przerażającym, popalonym przez Szkarłatny Kwiat (w książkowym przekładzie Józefa Birkenmajera: Czerwone Kwiecię) pyskiem, w sposób absolutnie znakomity i brawurowy zagrał Idris Elba – czarnoskóry aktor brytyjski, znany chyba najlepiej z „Pacific Rim” albo z biografii Nelsona Mandeli, w którego się wcielił (w polskiej wersji tygrysa gra Jan Frycz). Jestem pod wielkim wrażeniem tej roli – co za charyzma! co za moc! To już nie animowany tygrysek dla dzieci. To bestia.

Disney jednak nie byłby Disneyem, gdyby pozwolił ostatecznie przeważyć w tym filmie Shere Khanowi i jego argumentom. gdyby zapomniał o tym, że stworzony jest do robienia kina familijnego. Kina, w którym nie ma nadmiernej przewrotności. Taki film Disney robi także tutaj. W kilku chwilach zdaje się skręcać ku książkowemu, mrocznemu wzorcowi Rudyarda Kiplinga, by jednak w porę się zreflektować.

– Nie, nie – powiada Disney. – Nawet jeśli w dżungli jest mroczno, jak chciał Kipling, to ja i tak znajdę tu jakąś sympatyczną polankę pełną słońca. Wprowadzę humor (Baloo, ze szczególnym uwzględnieniem dubbingu Jerzego Kryszaka), jakoś ten cały las oswoję.

Zrobię to wszystko, aby każdy mały chłopiec czytający Kiplinga mógł przestać się trząść, wyjść spod kołdry i pójść spokojnie do kina. Wciąż zafascynowany, ale już nie przestraszony.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound