NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Maria, królowa Szkotów”, czyli staję się powoli mężczyzną, siostro

Dwie kobiety władające dwoma sąsiednimi królestwami. Nazywają się „siostrami”. Każda z nich dobrze wie, co znaczy być kobietą na tronie, każda z nich inaczej się w tej roli odnajduje. W efekcie jedna skazuje na śmierć drugą. „Maria, królowa Szkotów” robi ogromne wrażenie.

„Maria, królowa Szkotów” (Mary Queen of Scots)

reżyseria: Josie Rourke
scenariusz: Beau Willimon
w rolach głównych: Saoirse Ronan, Margot Robbie, Jack Lowden, Joe Alwyn, Adrian Lester

Wiele w tym filmie znakomitych scen, łącznie ze spojrzeniem prowadzonej na szafot Saoirse Ronan, pod wpływem którego aż kuli się odczytujący wyrok sekretarz królowej Elżbiety. Wyrok wydany przez jedną kobietę na drugą, po jedynej w ich życiu rozmowie, która jest absolutną ozdobą tego filmu.

Ta rozmowa jest zwiewna niczym płachty płótna, między którymi jest toczona. A jednocześnie kategoryczna jak sytuacja, w której obie kobiety znalazły się już w chwili objęcia przez nie rządów – panowania Elżbiety I w Anglii i Marii I Stuart w Szkocji. To druga połowa XVI wieku, gdy Maria Stuart wraca do Szkocji z Francji po śmierci swego pierwszego męża, francuskiego króla Franciszka II. Wraca w 1561 roku, by przejąć władzę w szkockim królestwie z rąk swego przyrodniego brata, ale nie tylko. Wraz z nią wracają bowiem pretensje jej rodu do angielskiego tronu, zajmowanego przez Elżbietę.

Josie Rourke wybrała jedno z najbardziej znanych starć dwóch kobiet w dziejach świata nie po to, by przedstawić raz jeszcze historię ich wzajemnej relacji i losów angielskiego tronu (po bezpotomnej śmierci Elżbiety I królem Anglii został syn Marii Stuart, Jakub – pierwszy w dziejach władca, pod którego berłem znalazły się łącznie i Anglia, i Szkocja). Tę znamy, wiemy, że choć obie nazywały się nawzajem „siostrami” i tak tytułowały się w listach, to jednak ostatecznie Elżbieta I skazała Marię Stuart na śmierć.

– Tak jak mówiłaś, siostro, ten dzień nadszedł – napisała wtedy do niej w ostatnim liście.

Historia to znana, choć może nie we wszystkich detalach. Stąd wartościowy jest fakt, że brytyjska reżyserka przedstawiła ją skrupulatnie, łącznie z eksplozją na zamku Kirk o’Field oraz morderstwem zaufanego doradcy i pazia szkockiej królowej, Włocha Davide Rizzio. Jego zabójstwo jako żywo wręcz przypomina brutalne kadry „Królowej Margot” z Isabelle Adjani, której akcja rozgrywa się zresztą w porównywalnym okresie (rok 1572 i okolice nocy św. Bartłomieja we Francji). Przedstawiła niemal wszystko od przybycia Marii Stuart do Szkocji w 1561 roku aż po jej abdykację sześć lat później i schronienie się u angielskiej „siostry”, Elżbiety.

Maria Stuart, męczennica tracąca głowę pod ciosem katowskiego topora (według źródeł, pod trzema ciosami, bo tyle razy uderzał kat, nim jej głowa spadła), królowa Szkocji władająca nią wedle własnego uznania, nazywana była przez zbuntowanego protestanckiego przywódcę Johna Knoxa „pomiotem szatańskim, dziwką, ladacznicą, zmieniającą mężów”.

Nie robiła niczego innego niż większość męskich władców, z angielskim królem Henrykiem VIII, ale oni podobnych epitetów nie słyszeli. Te skierowane są jedynie ku kobiecie. Podobnie jak i gniew oburzonych rządami królowej w miejsce mężczyzny.

Taka Maria Stuart stanowiła dla królowej Elżbiety wzór, a na pewno obiekt zazdrości. „Zawsze ci zazdrościłam” – powiadała. – „Urody, siły, stawiania na swoim, wreszcie macierzyństwa”. Kto wie, może ta zazdrość przyczyniła się do wyroku równie mocno jak polityczne korzyści (Maria Stuart, czy to na szkockim tronie, czy też jako banitka, była niebezpieczna dla Elżbiety tak długo, jak długo żyła).

W „Marii, królowej Szkotów” jest wiele wyśmienitych scen, odnosiłem wręcz wrażenie, że z każdą kolejną minutą tego filmu coraz więcej. Ta, w której Margot Robbie w roli królowej Elżbiety na wieść o ciąży Marii Stuart, przykłada poduszkę do brzucha i wpatruje się w powstały w ten sposób cień, jest szczególnie prosta, a znamienna. W jakimś sensie bowiem to prascena.

Brytyjka Josie Rourke wybrała tę historię właśnie ze względu na dwie kobiety, które nazywały się „siostrami” i z których każda inaczej sprawowała swe rządy. Dwie „siostry”, które w jakimś sensie stanowiły swoje przeciwieństwa.

– Staję się powoli mężczyzną – mówi Elżbieta I, która zrezygnowała z macierzyństwa, odrzuciła wszystkich adoratorów, nawet swego ukochanego Roberta Dudleya wysłała do Szkocji jako kandydata na oblubieńca Marii Stuart.

Szkocka władczyni pozostała natomiast na tronie kobietą, ze wszystkimi tego nieuchronnymi konsekwencjami. Aż po śmierć.

O jej nieuchronności wiedziała Maria Stuart już podczas potajemnej rozmowy z Elżbietą. Dlatego nie prosiła jej wtedy o litość, schronienie, protekcję. Angielska królowa sama jej to zagwarantowała, ale Szkotka wiedziała, że jedynie do czasu. Maria nie była zainteresowana własnym bezpieczeństwem, jeżeli jego ceną miałoby być wyrzeczenie się tego, na czym jej zależało. Wiedziała, że zagraża Elżbiecie tak, jak jedna kobieta w ciasnym, męskim świecie może zagrażać drugiej.

Znamienne w „Marii, królowej Szkotów” jest to, że żadna z wielkich władczyń XVI-wiecznej Wielkiej Brytanii nie jest w stanie w pełni zrealizować swych planów. Żadna z nich, właśnie dlatego, że są kobietami w świecie, którego warunki i zasady dyktują mężczyźni. Wie to Maria Stuart, gdy kładzie głowę pod topór, z przekonaniem, że dzieła dokończyć musi jej syn, skoro ona nie może. Wie to również Elżbieta, której powoli przestaje drgać powieka, broda, wreszcie serce.

Znakomita jest Saoirse Ronan w roli Marii Stuart, malując ją we wszystkich niemal barwach życia i władzy, miłości i rządów, pragnień i podejmowanych decyzji. Większe jeszcze wrażenie na mnie zrobiła jednak Margot Robbie jako królowa Elżbieta – siłą rzeczy rzadziej eksponowana, ale niezwykle wyrazista. To ona najpełniej zmienia się z czasem, także pod wpływem Marii Stuart z jednej i otaczających ją na dworze mężczyzn z drugiej strony. Jest na początku bardziej niestabilna, chaotyczna, bardziej introwertyczna i pogrążona w lęku. To pod wpływem silnej, energicznej i zdeterminowanej, wreszcie także tolerancyjnej i wyrozumiałej Marii Stuart zaczyna się przeistaczać. Co ciekawe, nie po to, aby się do Szkotki upodobnić. Przeciwnie właśnie. Gdyby bowiem się upodobniła, nie przetrwałaby jak ona.

Biały puder, z którym kojarzy się Elżbieta I i który z czasem zaczął pokrywać całą jej twarz to w tej sytuacji nadzwyczajny wręcz symbol. Upudrowana, trupo wręcz biała królowa zaczyna przypominać maszynę, której serce staje się martwe. Porzuca wszystko, co wcześniej doprowadzało ją do łez czy wątpliwości, staje się niemal nieruchoma w swej powadze i pryncypialności. I chociaż ów puder grubą, białą warstwą pokrył jej twarz, aby przykryć blizny po ospie, to jednak jego symboliczne znaczenie dla zmian zachodzących w królowej jest duże. On je podkreśla, stanowi sygnał, że oto Elżbieta nie jest już kobietą. Jest władczynią.

Pod tym względem odrąbany kark Marii Stuart jest także mocno symboliczny. Angielska królowa ścina nie tylko ją, ale także wszystko to, czym i kim mogłaby być, gdyby zamierzała władać jako kobieta. Wie jednak, że nie może tego zrobić. Nie w męskim świecie.

Żałośni, zazdrośni, małostkowi i krótkowzroczni mężczyźni w „Marii, królowej Szkotów” to nie tylko tło dwóch wielkich królowych, to nawet nie ich alternatywa. To po prostu zastany przez kobiety świat, do którego albo się dostosują jak Elżbieta, albo nie jak Maria. Nie mogą go zmienić, zburzyć, stworzyć na nowo. Jako władczynie, są intruzami tego skostniałego świata. Mogą tylko próbować w nim przetrwać.

Dwie królowe, z których tylko jedna przetrwała, aby stać się jednym z największych władców w dziejach Anglii i świata. Po czym oddać tron na rzecz syna tej drugiej.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound