NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Nie czas umierać” czyli czy to dobrze, że Bond jest nieśmiertelny

Z jednej strony ten odcinek przygód agenta 007 (żeby tylko agenta!) jest rzecz jasna przełomowy, a z drugiej typowy. Możemy skupiać się na detalach, ale to nadal wciąż ta sama historia – Bond odpoczywa w tropikach; zostaje wezwany, bo ktoś z zupełnie niejasnych przyczyn próbuje podpalić świat; pościg, pościg, jakaś pani. Koniec

„Nie czas umierać” (No Time To Die)

reżyseria: Cary Joji Fukunaga

scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, Phoebe Waller-Bridge, Cary Joji Fukunaga
w rolach głównych: Daniel Craig, Lea Seydoux, Rami Malek, Lashana Lynch, Ralph Fiennes, Ama de Armas


Od lat się tu niewiele zmienia, więc hierarchizowanie odcinków przygód Jamesa Bonda i umieszczanie „Nie czas umierać” między jakimś a jakimś uważam za bezcelowe. Sensowniej zastanowić się, dokąd zmierza ta opowieść i akurat to jest na to dobry moment.

„Nie czas umierać|

Pierwszy film z Jamesem Bondem (w tej roli wówczas Sean Connery) powstał w 1962 roku – był to „Doktor No”. Mieliśmy wówczas historię jako żywo narysowaną na szkielecie znanym z komiksowych dzieł o superbohaterach. Był protagonista i antagonista – najczęściej demoniczny i wszechmocny. Bondowski Joker, który chce podpalić świat, aczkolwiek w niewielu tylko przypadkach udawało się zrozumieć, o co w zasadzie mu chodzi.

Tak jest chociażby w tym przypadku. Rami Malik z racji samej swej egipskiej urody i mocnego wyrazu jest aktorem świetnie nadającym się do ról demonicznych. Twarz pokryta dodatkowo bliznami, skrywana pod maską (jednakże krótko, więc owa maska jest gadżetem zupełnie zbędnym, krzywo nawiązującym do kultu zamaskowanych bandytów) ma podkreślić grozę tej postaci. Problem polega na tym, że postaci znów nie ma.

„Nie czas umierać”

Znów, gdyż to częsty zarzut wobec filmów o Bondzie. Sama agent 007 jest tak absorbujący i przytłaczający, że często brakuje czasu i scenariusza nie tylko na jego przeciwników, ale i pomagające mu osoby, partnerki, na niemal wszystkich. Felix Leiter na przykład to wieloletni przyjaciel Bonda, który towarzyszy mu od samego „Doktora No”. Nawet jednak w jego przypadku mam wrażenie, że ciut zaniedbany.

„Nie czas umierać” czyli James Bond znakiem czasu

Kiedy jakaś seria filmów ma 60 lat, jak przygody Jamesa Bonda, to siłą rzeczy odbije się w niej wiele – kondycja świata, zachodzące w nim zmiany, rodzaje zagrożeń. Wszystko, poza samym Bondem, który nigdy się nie starzeje, pozostając bardziej postacią symboliczną niż osadzoną w konkretnych realiach. To sprawia, że agentem 007 można sterować dowolnie, zmieniać obsadę, jego twarz i aktorów, dokonywać niezliczonych resetów tej historii i zasadniczo nie trzymać się tu żadnych ram. To bardzo istotne w kontekście „Nie czas umierać”.

Inaczej mówiąc, James Bond nigdy się nie kończy i zapewne nie skończy. Niczego, co tu się dzieje, wydarzy, na czym zasadza się fabuła, nie należy traktować zbyt serio i wiążąco. W tej serii wystarczy wymienić jednego aktora na innego, aby dowolna postać stała się w zasadzie nieśmiertelna.

„Nie czas umierać”

To jednocześnie sprawia jednak, że wciąż mieszamy w tym samym kotle. Jako człowiek, którego związki emocjonalne z Bondem są dość słabe, czuję się czasami ciut znudzony tymi opowieściami, w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobnymi. Gdy obierzemy je ze skórki, odłożymy pościgi i strzelaniny, gadżety (mam wrażenie, że kiedyś te wszystkie zegarki, długopisy, spinki były ważniejsze i stanowiły niejako znak rozpoznawczy serii; teraz została głównie parada wspaniałych aut Aston Martin), no i stanowiące o sile tych filmów plenery (tutaj – piękne włoskie miasto Matera plus Norwegia), zostanie nam wciąż to samo jądro.

„Nie czas umierać” czyli kwestia nieśmiertelności

James Bond zmienia oblicze, ale nie ewoluuje. Jest tym samym człowiekiem, jakim był zawsze. Może to i lepsze dla widzów, bo wstrząsów przeżywali oni tu niewiele, a jeżeli już ona następowały, to wiązały się po prostu ze zmianą aktora. Tak będzie i tym razem, gdy Daniel Craig kończy swoją kadencję i możemy być pewni, że niezależnie od czegokolwiek kolejna kura znosząca złote jajka się pojawi. O tym zresztą informują zdaje się napisy końcowe filmu.

Znów przeżyjemy elektryzujący spór o to, kto ma być nowym Bondem – blondyn, brunet, aktor czarnoskóry, może kobieta? Znów zresetujemy opowieść albo umieścimy ją w innym punkcie osi czasu, której w zasadzie i tak nie ma. Znów wszystko zacznie się od nowa.

„Nie czas umierać”

Przed laty, w epoce „Doktora No” i latach sześćdziesiątych na Jamesa Bonda wpływała polityka. Tropił systemy zakłócające sterowanie amerykańskimi rakietami, przenikał do radzieckich ambasad i mieszał się w sprawy międzynarodowe. Z czasem te odniesienia do rzeczywistości poza kinem zajęły już pomysły bardziej wydumane, wkroczyły wszechświatowe wielkie organizacje terrorystyczne i mordercze, rozmaite WIDMO czy Spectra (nawiasem mówiąc, kto pamięta, kiedy wszechświatowa, mordercza organizacja o nazwie Spectra pojawiła się poi raz pierwszy? Nie w Bondzie), ośmiornice o niewyobrażalnych funduszach i możliwościach.

„Nie czas umierać” czyli z wrogami sobie poradzę

W „Nie czas umierać” słyszymy słowa, że kiedyś łatwo było rozpoznać wroga, a teraz unosi się on w eterze. To pewien przytyk do współczesności, gdy zagrożenia nie ma już twarzy i pistoletu, ale raczej myszkę i klawiaturę. Jak Raoul Silva ze „Skyfall” atakuje po światłowodzie. W gruncie rzeczy jednak to pewna metafora. Zagrożenie i wrogowie w Bondach nigdy nie byli zbyt konkretni, to bardziej wydumane wizje tego, czym zagrożenie mogłoby być czy też raczej dopchanie fabuły czymś i kimś, kogo po prostu trzeba pokonać, bez dbałości o sens.

„Nie czas umierać”

Rami Malik jako gangster o kuriozalnym nazwisku Lyutsifer (?) Safin jest tu doskonałym tego przykładem. Wpuszczono go na plan, nakazano jakoś tam zagrażać, bez podawania przyczyn. Safin to kwintesencja wielu antagonistów Jamesa Bonda, o których niewiele możemy powiedzieć, a już na pewno nie to, o co im do diabła Lucyfera chodzi.

James Bond nie jest jednak jakimś byle wywiadowcą, aby uganiać się za konkretnym agentem konkretnych służb, bawić się w szpiega i likwidować zagrożenie punktowo. On robi to globalnie, z coraz większym rozmachem i na coraz większą skalę. Niekiedy wychodzi z tego kuriozum, które jego fani albo akceptują (z reguły – tak), albo nie.

Akurat „Nie czas umierać” jest filmem, który pozostaje w korelacji z poprzednimi częściami, co z jednej strony fani sobie chwalą, a z drugiej ja pozwolę sobie skrytykować. Wiem, że to powszechna praktyka, wiążąca widza z serią i kolejnymi jej odsłonami, ale jednak kino to nie Netflix. Przypadkowy widz ma prawo pójść na Jamesa Bonda i oczekiwać tego, że dostanie odrębną, spójną całość, którą mimo swoich braków w oglądaniu poprzednich bez problemu skonsumuje.

„Nie czas umierać”

„Nie czas umierać” czyli życie prywatne agenta 007

Opowieści o Bondzie są jednak mocno rozleniwiające. Po co tworzyć odrębne, nowe i zamknięte całości, na dodatek sensowne (tego już nie wymagam), skoro inna ryba jest pewniejsza i wystarczy jedynie domknąć czy pociągnąć rozpoczęte już wątki? Niewiele tu mamy wariacji, eksperymentów, czegoś naprawdę nowego.

„Nie czas umierać” jest filmem i tak dość oryginalnym jak na Bonda, bowiem ma mocno rozbudowany wątek prywatny. Nie w formie prostego romansu przy drinku i między zabijaniem wrogów, ale prawdziwie prywatny wątek, sygnalizujący nam normalną chęć ustatkowania się. Normalną u śmiertelnych i starzejących się ludzi. James Bond jednak się przecież nie starzeje i… tyle.

Wątpliwości budzi jednak wybór aktorki do rozwinięcia prywatnego wątku. Spośród wszystkich partnerek Jamesa Bonda padło akurat na Leę Seydoux – to decyzja ciekawa, ale chyba błędna. Ta francuska aktorka, która tak błysnęła charyzmą chociażby w „Kursku”, tutaj nie ma jej za grosz. Jest raczej gołąbkiem, co może jakoś uzasadniać pewną chęć Jamesa Bonda do zwolnienia w życiu, ale nadal jest nieprzekonujące.

Znacznie lepiej wypadła w krótkiej sekwencji ekranowej kubańska aktorka Ana de Armas, która co się pojawi na ekranie, powoduje niemały zamęt. Gwiazda „Blade Runnera” i katalizator kryminalnej intrygi w „Na noże”, tutaj ma do zrobienia niewiele, a mam wrażenie, że robi i tak więcej. Ana „Uczę Się” de Armas staje się wręcz małą gwiazdą tego filmu.

Bierze udział w sekwencji na jej rodzinnej Kubie, co jest wyborem interesującym, ale absurdalnym. Oto bowiem umieszczamy kawałek historii o Bondzie na tej specyficznej wyspie, ale w zasadzie jej nie pokazujemy. Akcja na Kubie, która jest nie-Kubą, gdyż impreza Spectry w eleganckim lokalu mogłaby równie dobrze mieć miejsce w Londynie, Nowym Jorku, na Jamajce czy choćby Warszawie. Dopiero przyjazd starych, milicyjnych ład kubańskich przypomina nam, gdzie jesteśmy.

„Nie czas umierać”

To wskazuje na to, iż plenery Bonda – czy to Kuba, czy stare włoskie mosty kamienne w Materze, czy Norwegia – mają jedynie cieszyć oczy i stają się gadżetami na miarę dawnych strzelających długopisów i zabójczych zegarków. Większego znaczenia i tak nie mają, można je dobierać zupełnie losowo.

„Nie czas umierać” czyli 60 lat z jednym filmem

Nigdy nie byłem kompatybilny z Jamesem Bondem, co nie znaczy jednak, że chciałbym, aby ta historia się kiedyś skończyła. Mimo wszystko oglądanie Bondów od pierwszego filmu z 1962 roku jest przyjemną rozrywką, czasem jedynie nużącą, a ponadto pozwala spojrzeć na świat przez pryzmat tej opowieści. Każda z tych części powstaje w określonym czasie i okolicznościach (tutaj zapewne twórcy nie zdążyli wykorzystać motywu pandemii wirusowej, ale i tak pojawiły się nanoroboty), wyprzedza epokę, jest rodzajem antycypacji i to sprawia, że budzi moje zainteresowanie.

A przy okazji można przecież zlikwidować kilku geniuszy zła, którzy z nieznanych przyczyn dybią na świat i – rzecz jasna – nie okazują się żadnymi geniuszami. Nie takimi, jak twórcy tej niewyobrażalnej wręcz historii, kamienia milowego w dziejach kina i popkulturowej sensacji.

Moja ocena: 3+/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound
Cart Overview