NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Horyzont. Rozdział 1” czyli coś być musi za zakrętem

To jest tego rodzaju film, tak sążnisty i tak namaszczony, że w zasadzie aż trzeba by wstać z fotela klinowego i użyć najbardziej chyba zużytego słowa w recenzjach filmowych od czasów „wydmuszki”. Słowa „epicki”. Tak mocarny film robi tak wielka postać, że strach go skrytykować. Ja jednak podziałam jak rozgniewany Apacz i powiem: nic tu nie ma.

„Horyzont. Rozdział 1” (Horizon: An American Saga – Chapter 1)
reżyseria: Kevin Costner

scenariusz: Jon Baird, Kevin Costner
w rolach głównych: Kevin Costner, Sam Worthington, Sienna Miller, Jena Malone, Tatanka Means, Owen Crow Shoe, Danny Huston


Już tytuł tego filmu jest jak stąd do wieczności. Dwukropki, myślniki, rozdziały numerowane. Robi wrażenie? Tak, abyśmy poczuli się jak ktoś, kto siada do dzieła monumentalnego. Tymczasem monumentalne w nim są jedynie góry.

„Horyzont. Rozdział 1”

Nic tu nie ma… Może trochę przesadziłem i powinienem powiedzieć: jest tu zbyt wiele. Zbyt wiele grzybów jednym barszczu, zbyt wiele srok łapanych za ogon, zbyt wiele wszystkiego. Przy czym nie jest to tego rodzaju nadmiar, który austriacki cesarz zarzucał w „Amadeuszu” Mozartowi, gdyż na pytanie „co bym wyrzucił”, bez trudu odpowiem: fragmenty niezwiązane z poprzednimi.

„Horyzont. Rozdział1” czyli film nie jest skończony

A przynajmniej na razie niezwiązany, bowiem Kevin Costner pokazał nam film nieskończony. Jakieś ścinki, kawałki, coś tam sklecone w formie pierwszego odcinka – tylko tak bowiem mogę nazwać netflixizację kina na taką skalę jak tu. To już nie jest stworzenie jakiegoś zamkniętego od biedy dzieła, które na pewno będzie miało prequele, sequele i jakieś boczne odrosty w formie spin-offów. To już jest jazda po bandzie w stylu „Świń w Kosmosie” z Muppet Show, gdzie w następnym odcinku usłyszymy jak kapitan Link Hogthrob powie…

Tu jest w zasadzie podobnie. Spora część filmu to zapowiedź kolejnych części (najbliższa już w sierpniu), które jakoś się nie zmieściły w wyjściowym dziele, więc trzeba zrobić serial. Dzisiaj ludzie są uzależnieni od seriali jak od internetu, więc to samograj. Zapowiedź nie pozostawia złudzeń, jest w starym westernowym stylu, coś jak „Powrót do przyszłości 2”.

„Horyzont. Rozdział 1”

O bezkresny, monotonny Kosmosie – powie w następnym odcinku kapitan Link Hogthrob.

O bezkresny, monotonny Dziki Zachodzie – powie Kevin Costner, któremu mało „Yellowstone”. A może raczej należałoby powiedzieć, że „Yellowstone” go rozochociło. Poczuł, że piękne czasy „Tańczącego z Wilkami” i złote czasy westernu raz jeszcze wracają, tak jak wracały w epoce Sergio Leone, Clinta Eastwooda i innych. Że to gatunek uniwersalny i nieśmiertelny, bo archetypiczny.

Zostawił więc „Yellowstone”, wziął kredyty, zastawił farmę i nakręcił sążnisty western w stylu: jak zdobywano Dziki Zachód. To znaczy o wszystkim, o całym Dzikim Zachodzie, od Montany i Wyoming po Arizonę. Od Paunisów po Apaczów.

Właśnie, Indianie.

„Horyzont. Rozdział1” czyli marzenia o nowym świecie to śmierć świata starego

Już podczas „Czasu Krwawego Księżyca” przyglądałem się intensywnie nowym aktorom indiańskim, bowiem w tej kwestii jest deficyt i będzie jeszcze większy. Największe indiańskie gwiazdy kina jak Wes Studi, Graham Greene, nawet Raoul Trujillo odchodzą z wolna na emeryturę, zatem zasadne jest wypatrywanie nowych twarzy. I niestety, niewiele widać. Żaden nowy indiański Aktor specjalnie się nie wyróżnił. W „Horyzoncie” spotykamy ponownie Tatankę Meansa – ponownie, gdyż zagrał on indiańskiego policjanta w „Czasie Krwawego Księżyca”. Tu wcielił się w jednego z Apaczów, co zresztą nie jest żadnym wielkim wyborem, bowiem w rozdziale pierwszym „Horyzontu” zobaczymy niemal wyłącznie Apaczów. Poza dwoma pauniskimi zwiadowcami na skale są tylko oni jako najciekawszy rewers Dzikiego Zachodu.

„Horyzont. Rozdział 1”

Uczciwe postawienie sprawy w tej kwestii to przecież nie tylko opowieść o nadziei, możliwościach i lepszym świecie kryjącym się za horyzontem. To byłby płaski i prymitywny punkt widzenia, mocno amerykański w znaczeniu – mocno pomijający Indian. Jeżeli coś jest interesujące w filmie Costnera, czy też we fragmencie dzieła życia Costnera, to właśnie te kwestie traktujące Dziki Zachód nie jak ziemię obiecaną, ale przeklętą. Ziemię, na której nie ma wyjścia, ucieczki przed przemocą i gwałtownością, gdzie realizacja jednych marzeń oznacza zdeptanie innych. Zdeptanie, spalenie, wymordowanie – bądźmy dosłowni.

To sceny, w który Apacze po pacyfikacji osady przybyszów z daleka zastanawiają się, co właściwie dalej. Uzmysławiają sobie tragizm sytuacji, w której każdy wariant ich zachowania – czy przyjacielskiego i otwartego, czy też wrogiego i krwawego – równa się ich własnej zagładzie. Nieuchronnej.

To sceny, w których bodaj najlepszy w tym filmie Danny Huston w roli pułkownika Houghtona strzeże fortu przed ewentualnymi indiańskimi atakami rozważa Dziki Zachód w sposób niezwykle trafny. Jego konstatacje są jednoznaczne i prawdziwe, tym okrutniejsze, że spuentowano stwierdzeniem: „Nas wtedy szczęśliwie nie będzie już na świecie”.

To jest perspektywa, którą Kevin Costner chce nadać swemu filmowi, swojej – nie wiem – trylogii, poliptykowi. Perspektywa szersza.

„Horyzont. Rozdział 1”

„Horyzont. Rozdział1” czyli uczciwy Dziki Zachód to śmierć, nie marzenia

Mamy przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku, sam początek podboju Dzikiego Zachodu. Czas, gdy część Indian… więcej niż część patrzy na osadników z zainteresowaniem, nawet ich toleruje. Wzbudzają oni raczej ciekawość niż wrogość, chociaż jeśli i ta zostanie wzbudzona, ma potężną moc. Czas, gdy to rdzenni mieszkańcy Ameryki są u siebie i mają przewagę. Do czasu.

Uczciwe postawienie kwestii Dzikiego Zachodu to nie są pierdoły o marzeniach i nowym życiu. To jest właśnie brutalność i wrogość, to dzika wojna o zapasy, ziemię, o przetrwanie w biologicznym znaczeniu. Cała Ameryka i jej historia się na tym opiera, z bronią u pasa, z nonszalancją, z poczuciem własności i wyższości. Nie ma prawdy o Ameryce współczesnej bez prawdy o Dzikim Zachodzie.

Słyszę sporo o tym, jak to wspaniałe zdjęcia ma „Horyzont”. No ma, ale przecież nie w tym rzecz. To nie jest film przyrodniczy, jego osią powinna być historia, fabuła, bohaterowie i emocje. Tych nie ma. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie nie ma na razie i że – miejmy nadzieję – Kevin Costner poskłada te wszystkie kompletnie chaotyczne wątki w jakąś całość, wydobędzie z nich sens, którego teraz nie ma kompletnie. Że do grochu z kapustą doda jakieś skwarki.

Możliwe, ale to już będzie opowieść o innym filmie. Nie o tym, co i po co zobaczyliśmy.

„Horyzont. Rozdział 1”

„Horyzont. Rozdział1” czyli pocztówka zamiast kina, widok zamiast historii

Kevin Costner mydli bowiem oczy naiwnego widza widoczkami jak z pocztówki, których rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych nie brakuje od Montany po Rio Grande. Zapycha nimi braki, jakie ma jego film, który jest ledwo zaczęty, a już zagmatwany i nonsensowny.

Sam gra po costnerowskiemu, czyli w ogóle. Jemu jednak się wybacza. Może i on się rozkręci, może on to wszystko naprawi w kolejnych częściach. To w zasadzie kapitalny patent – kręcisz film, który jest do niczego, ale spokojnie, będą kolejne odcinki i nie za bardzo wypada krytykować teraz, gdy nie widziało się wszystkiego.

Pozostaje pytanie, dlaczego się nie widziało?

Ale dobrze, zostawmy i dajmy Kevinowi Costnerowi szansę, by to wszystko jakoś posklejał i by pocztówkowy Dziki Zachód stał się rzeczywistą opowieścią nie tyle o budowie nowego państwa, nie tyle filmowym mitem założycielskim (pewnie takie ma ambicje), ale uczciwym postawieniem sprawy, w którym fabuła i bohaterowie nie kuleją. Aby coś zaczęło z czegoś tu wynikać, pojedyncze sceny nie gubiły się wśród malowniczych gór, a bohaterowie zmierzali wreszcie do jakiegoś rozwiązania. Nawet epos, o ile jest na niego miejsce we współczesności, powinien do niego zmierzać.

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound