NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Świat według kota”, czyli miasto jest lasem tropikalnym, górami, sawanną

Słynny holenderski piłkarz Johann Cruyff powiedział: „Widzimy tylko to, o czym wiemy”. O tym, że Poznań ma kilka milionów mieszkańców, większość z nas nie ma pojęcia

„Świat według kota” (De Wilde Stad)
reżyseria: Mark Verkerk

scenariusz: Mark Verkerk

w rolach głównych: koty, mewy, łyski, sokoły wędrowne, szczury, wiewiórki, czaple siwe, raki amerykańskie, ropuchy szare

„Oddzielenie miast od przyrody może się okazać trudniejsze niż myśleliśmy” – napisał holenderski zoolog Menno Schilthuizen w pasjonującej książce „Ewolucja w miejskiej dżungli”, którą właśnie czytam. To niezwykła opowieść o tym, czego nie widać. Nawet nie tyle o samych zwierzętach, które mieszkają w naszych miastach, bo te czasem widujemy. Sroki skrzeczące na gałęzi, gawrony sondujące dziobami trawniki, może szczur w śmietniku albo szybujący nad Poznaniem sokół wędrowny z jego gniazda wysoko na Collegium Altum – je da się dostrzec.

„Świat według kota”

Zachodzących tu jednak procesów niemal nie widać.

– W czasie, gdy skupialiśmy się na zanikających zasobach dziewiczej przyrody, miejskie ekosystemy ewoluowały za naszymi plecami – w miastach, na które jako przyrodnicy kręciliśmy nosami. Podczas gdy staraliśmy się ratować sypiący się ekosystem sprzed światowej urbanizacji, ignorowaliśmy fakt, że przyroda rozstawia już rusztowania do budowy nowatorskich, miejskich ekosystemów na przyszłość – pisze w swej książce Menno Schilthuizen.

I wykazuje, że widzimy pełnię i bogactwo życia w lesie tropikalnym, w naszej dębinie czy sośninie podczas wyprawy na grzyby, dostrzegamy tętniące serce natury w mrowisku, rafie koralowej, na afrykańskiej sawannie czy górskich turniach. Nie widzimy go na zabetonowanych ulicach, wśród szklanych wieżowców albo między kostkami bruku.

– To taki sam ekosystem – uważa Holender. – Równie złożony, bogaty, stosującymi prawa natury. Nie jest ani lepszy, ani gorszy od prastarej puszczy – dodaje, wywodząc, że choć winniśmy chronić jak najwięcej dzikiej przyrody, to życia zwierząt w mieście nie ma sensu traktować już jako czegoś dziwacznego, jako patologii.

„Świat według kota”

Akcja „Świata według kota” nie dzieje się w Poznaniu, lecz w Amsterdamie, ale w gruncie rzeczy mogłoby to być każde inne miasto. My w Poznaniu też mamy swoje sokoły wędrowne atakujące gołębie i szpaki, mamy spacerujące nocą jeże, łyski gnieżdżące się wśród plastiku na brzegach rzeki, szczury w kanałach, krążące nad miastem mewy i miliony innych stworzeń, wśród których ludzie to mniejszość mieszkańców Poznania.

Tak, miasto ma miliony mieszkańców, z których większości nie widzimy.

„Świat według kota” czyli patrz wokół

„Świat według kota” to film, który zgodnie z mottem piłkarza Johanna Cruyffa mówi do nas: rozejrzyjcie się. Widzicie to? One nie tylko tu żyją, ale żyją z waszego powodu. Korzystają z waszych resztek, kawałków plastiku czy rdzewiejących rowerów. To, co dla nas jest śmietnikiem, dla nich stanowi okazję

Holendrzy, którzy nakręcili ten film w Amsterdamie, potrafili to wychwycić. Znakomite są zdjęcia raków mieszkających w kanałach, wśród tysięcy zatopionych tam i rdzewiejących rowerów. Rower to przecież błogosławieństwo, pozwala odciążyć ruch miejski, a jednak nawet on w nadmiarze wpływa na środowisko w sposób nieodwracalny.

Co roku amsterdamskie machiny wyławiają z kanałów 12 tysięcy rowerów. Czyszczą miasto, można powiedzieć, a jednocześnie doprowadzają do katastrofy tysiące żyjących wśród wraków na dnie skorupiaków. Raki wystawiają rozpaczliwie swe szczypce, ale nie są w stanie zapobiec największej katastrofie, jaka może spotkać je w mieście – porządkowi.

Nie tylko je. Pamiętam, jak prof. Tadeusz Mizera opowiadał mi o miejskich, poznańskich wróblach, których mamy coraz mniej. Zabija je nasz porządek – mówił. Te zagrabione trawniki, posprzątane z okruchów chodniki, zawiązane starannie worki ze śmieciami.

„Świat według kota”

„Świat według kota” czyli szczur nie zje byle czego

W znakomitej kreskówce „Ratatouille” opowiadającym o szczurze, który był smakoszem i świetnie gotował, jest taka scena – spotyka on swego brata na wysypisku. Brat wcina coś, co tam znalazł.

– Co ty właściwie jesz? – pyta smakosz.

– A wiesz, że sam nie wiem.

Otóż szczury wiedzą. Zwierzęta kojarzące nam się z brudem i małą wykwintnością w gruncie rzeczy są bardzo wybredne i ostrożne. Na kawałek pizzy czy umoczone w keczupie frytki nie rzucą się ot, tak. Najpierw wyślą swą młodzież na testy. Jeśli ona przeżyje, posilą się pozostawionymi przez nas resztkami.

W „Świecie według kota” dobrze je widać. Wysypujące się kubłów, piętrzące na wysypiskach śmieci. Jednocześnie widać zwierzęta, które tak wiele mogą z tego jeszcze odzyskać, zawstydzając nas przy tym. – Przestały odlatywać do Afryki. W mieście bufet jest czynny całą dobę – mówi narrator filmu o czaplach siwych, gromadzących się w codziennych rytuałach przy stołówkach. One wiedzą, o której godzinie kończy np. pracę targ rybny, by zasiąść do stołu.

„Świat według kota”

Narratorem jest kot. Miasto pokazane z jego perspektywy jest pomysłem o tyle dobrym, że pozwala przyjrzeć mu się bliżej. Zwierzęta przemykają między nogami ludzi, niepostrzeżenie dla nich, ale nie dla kota. To niezwykłe, że trzeba było sięgnąć po jego oczy, jego czujność i wreszcie jego percepcję oraz spostrzegawczość, aby się połapać, że nie jesteśmy sami ani przez chwilę.

„Świat według kota”, czyli co to synantrop

Zwierzęta żyjące w mieście zwą się synantropami. Kiedy czasem używam tego sformułowania, ludzie pytają mnie o to, czy to jakiś nowy gatunek człowieka. Pitekantrop, synantrop – brzmią chyba podobnie. Nie, to nie nowy człowiek, ale nowy organizm powstający dzięki człowiekowi. Organizm, który nie dostrzega różnicy między górskim klifem a ścianą wieżowca, między dżdżownicą a frytką, między liśćmi i puchem a kawałkami tkanin, plastiku i boa. Nie dusicielem, ale tym z piór, które opadają podczas parad.

„Świat według kota”

To jedne z najciekawszych zdjęć tego filmu, gdy przez Amsterdam przechodzi Parada Równości Gay Pride, a zwierzęta zbierają po niej kawałki odzieży, piór, konfetti i inne przedmioty służące im potem do adaptowanego życia. Ciekawa perspektywa.

Cokolwiek bowiem w mieście robimy, one to przetwarzają. Cokolwiek pozostawimy, one to wezmą. Cokolwiek zrobimy, wpłyniemy na nie, nawet o tym nie wiedząc.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from - Youtube
Vimeo
Consent to display content from - Vimeo
Google Maps
Consent to display content from - Google
Spotify
Consent to display content from - Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from - Sound