NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Wiking” czyli wielki najazd z północy na kino

Dbałość Roberta Eggersa o detale, o stworzenie klimatu skandynawskiej sagi z IX wieku jest ogromna. Nie wiem, czy cała para nie poszła w gwizdek jak przy erupcji islandzkiego wulkanu, niemniej jego „Wiking” to dzieło klimatyczne. W zalewie filmów traktujących o Wikingach – nie wiem czy się przebije.

„Wiking” (The Northman)

reżyseria: Robert Eggers

scenariusz: Robert Eggers, Sjon
w rolach głównych: Alexander Skarsgård, Nicole Kidman, Claes Bang, Anna Taylor-Joy, Ethan Hawke, Willem Dafoe, Björk


Mamy tego bowiem sporo – znakomity (przynajmniej w początkowej fazie) serial „Wikingowie” to tylko część listy filmów o niezwykle modnych ostatnio skandynawskich najeźdźcach. Ta tematyka uderzyła z wielką mocą, co jest znakomite, bowiem rozbudza zainteresowanie historią o ludzi.

„Wiking”

Ponieważ napisałem niedawno książkę „Gaspar da Gama”, czyli fabularyzowaną i oparta na faktach opowieść z XVI wieku, epoki jagiellońskiej i wielkich odkryć geograficznych, często dostaję pytania o miejsce beletrystyki w historii. Historycy za nią nie przepadają, oni są przywiązani do źródeł, do faktografii, do konkretu. Ja – przepadam.

Beletrystyka jest dla mnie w zasadzie tym, co stanowi istotę historii i samej faktografii. Jest bowiem niczym innym jak pracą wyobraźni, dzięki której tworzymy obrazy przeszłości, jej pewne odbicie i własne wersje zdarzeń. Nie ma nic wspanialszego, a na pewno nadaje to historii życia. Pozwala ją odtworzyć, wyobrazić sobie, dokonać projekcji.

Co w tym złego?

„Wiking”

„Nieścisłości” – jak sądzę, gdyż wokół filmów, seriali czy książek toczy się sporo takich dyskusji o niezgodność faktów z tym, co na ekranie czy kartach widzimy i czytamy. Dyskusji, które zapominają, że beletrystyka nie jest historią, a jedynie jej interpretacją. Każdy twórca i artysta ma prawo na bazie historii stworzyć swój własny świat i zaprosić do niego odbiorcę. Nie oznacza to jeszcze, że gwałci fakty.

Owe „nieścisłości” traktuję raczej jako kapitalny przyczynek do dyskusji i historii, do jej zgłębiania i poznawania we własnym zakresie. Jako pretekst.

„Wiking” czyli skandynawscy najeźdźcy zmieniają kino

„Wiking” czy „Wikingowie” to także preteksty, budujące wokół zainteresowanie dziejami nordyckich najeźdźców z północy, kojarzących się na do tej pory jedynie z drakkarami i żeglowaniem oraz łupieżczymi napadami. Tymczasem to są opowieści pokazujące życie, wierzenia, obyczaje, a także znaczenie Wikingów w czasach wczesnego średniowiecza, zwłaszcza ich znaczenie państwotwórcze i wpływ na losy wszystkich ościennych państw aż po Ruś Kijowską, Bizancjum i wybrzeża Morza Śródziemnego. Może także na losy Polski, wszak idea iż Mieszko I był skandynawskich władcą wciąż istnieje, a pochodzenia ziarna, z którego wyrosła polska państwowość wciąż do końca nie znamy.

Wikingowie byli falą, która w wiekach od VIII do XI zmieniła bardzo wiele. Teraz zmieniają kino.

„Wiking”

Mnie to cieszy, bo jednak znajomość dziejów skandynawskich jest u nas dość słaba, nie ma tego w szkołach, zatem filmy i seriale stają się podstawowym pretekstem do sięgnięcia po poszerzenie wiedzy. Tym bardziej, że wtedy można się przekonać, iż chociażby taki serial „Wikingowie” w sporej mierze bazuje na wydarzeniach prawdziwych. Zostały one jedynie nieco zmodyfikowane, ale najazdy Ragnara Lodbroka i jego następców na ziemie zachodnie, czyli Wyspy Brytyjskie czy Francję, nadają się doskonale na scenariusz.

Może to i ciekawe, że ktoś, kto nie zna dziejów Wikingów, ogląda serial z tak wielkim zaskoczeniem tym, co się stanie.

„Wiking” czyli Szekspir u swego zarania

Z filmem „Wiking” jest nieco inaczej – on znacznie luźniej bazuje na prawdziwych dziejach Skandynawii, chociaż mocno nawiązuje do wypraw Wikingów na Ruś i stworzenia przez nich ruskiej państwowości z dynastią Rurykowiczów włącznie.

To jednak dzieło bardziej szekspirowskie, już przetworzone. Swoją drogą, nordycka legenda o duńskim księciu Amlecie jest właśnie podstawą „Hamleta” Szekspira, a nawiązania odnaleźć tu bardzo łatwo. Nie jesteśmy pierwszymi, którzy czerpią z legend i sag Wikingów, Szekspir robił to już kilkaset lat temu.

„Wiking”

Film Roberta Eggersa zachował szekspirowski sznyt złamany opowieściami rodem z sag. Dbałość twórcy genialnego „Lighthouse” czy opowieści o czarownicy z Nowej Anglii o detale i klimat jest porażająca. W zasadzie „Wiking” składa się głównie z klimatu, za którym fabuła zupełnie nie nadąża.

Być może taka interpretacja duńskiej sagi i szekspirowskiego dramatu dzisiaj się już nie sprawdza (nawiasem mówiąc, mnie bardzo przywodzi na myśl „Starą baśń”, także związaną ściśle z Wikingami), ale warto docenić pewne popkulturowe nawiązania, jakie Robert Eggers wplótł w ten film i jego pietyzm w tworzeniu świata z 895 roku. Te kilka smaczków, które tu znajdziemy, są warte całego wysiłku związanego z oglądaniem tego filmu.

„Wiking” czyli wyjące lisy polarne

Weźmy chociażby islandzką piosenkarkę Björk w roli wieszczki niemal żywcem wyjętej z ekranizowanych komiksów Franka Millera albo samych berserkerów i przeistaczania się w nich nordyckich wojowników. Weźmy brutalny, naprawdę brutalny najazd Wikingów na ruską wioskę (zapewne podobnie wyglądało to na ziemiach Polan czy Wiślan), cały oparty na niewolnictwie system społeczny skandynawskich społeczności, wreszcie tło islandzkiego pustkowia usłanego wulkanami. Dodajmy do tego wyjące lisy polarne (nawiasem mówiąc, WTF?) i wieńczący dzieło pojedynek wśród wulkanicznej lawy, nawiązujący mocno do „Gwiezdnych wojen”.

„Wiking”

Aleksander Skarsgaard jako Amleth w „Wikingu” i jego brat Gustaf Skarsgaard w doskonałej roli Flokiego w serialu „Wikingowie” ewidentnie odziedziczyli talent po ojcu – znakomitym szwedzkim aktorze Stellanie Skarsgaardzie. Niezwykłe, że obaj zdominowali teraz modne filmy o Wikingach.  P Aleksandrze w roli Amletha powiedziałbym nawet, że pasuje zarówno do Wikinga, jak i do Rusina, którego udaje. Podobnie jak Anna Taylor-Joy, którą widzimy po brawurowym występie w „Gambicie królowej”.

Demon śmierci i niszczenia, ugruntowanej w głowie zemsty przeistacza się w postać niemalże tragiczną – jak to u Szekspira. W chwili gdy zemsta nie tylko nie daje ukojenia, ale staje się wręcz przekleństwem czy nieporozumieniem, zmienia się perspektywa, ale tragiczny los pozostaje tym, czy był od początku.

„Wiking” czyli fjordy Norwegii, wulkaniczne pustkowie Islandii

Serial „Wikingowie” postawił na fjordy Norwegii, chociaż sam Ragnar Lodbrok związany był z Danią, w której fjordów i tych widoków nie ma. Film „Wiking” przenosi nas na wulkaniczne, islandzkie pustkowie, chociaż sam Amleth także łączył swe losy z Danią. Islandia to jednak miejsce specyficzne w Europie, przypominające raczej inną planetę. Warto pamiętać, że za zasiedlenie tego pustkowia odpowiadają właśnie Wikingowie, którzy dotarli tu około 870 roku. Nie było pierwsi, bo wyprzedzali ich irlandzcy mnisi, podobni do tych z Lindisfarne, którzy opuścili wyspę z nieznanych przyczyn przed przybiciem Normanów.

„Wiking”

Można chwilami odnieść wrażenie, że u Roberta Eggersa cała para poszła w efekty, które bez wątpienia uzyskał i w klimat, który bez dwóch zdań ów film ma. Fabularnie jednak nie nadążą za światem, który tworzy.

Może i dobrze. W końcu od czego mamy wyobraźnię?

Moja ocena: 3/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound