NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Top Gun. Maverick” czyli drzwi od stodoły czwartej generacji

„Top Gun. Maverick” jest historią, z którą bardzo się utożsamiam. Bo niby wszystko już stare, czterdziestoletnie, a jednak jare i potrafi wciąż jeszcze dać po odrzucie. Dotyczy to nie tylko filmu, a samolotów.

„Top Gun. Maverick”

reżyseria: Joseph Kosinski

scenariusz: Erc Warren Singer, Christopher McQuarrie, Ehren Kruger
w rolach głównych: Tom Cruise, Jennifer Connelly, Miles Teller, Glen Powell, Monica Barbaro, Lewis Pullman, Val Kilmer


F-14 Tomcat został wycofany z produkcji w 1991 roku. A jednak wciąż stanowi przedmiot kultu, który zbudował właśnie stary „Top Gun”. Gdy tu pojawia się na ekranie, stanowi idealną puentę tej historii – niby opowiedzianej nowocześnie, a jednocześnie stanowiącą wielką tęsknotę za klasyką.

„Top Gun. Maverick”

Zastanawiam się nad tym, dlaczego w latach osiemdziesiątych tworzenie kultowych filmów przychodziło tak łatwo i tak szybko wchodziły one do kanonu, stawały się ekranowymi relikwiami na lata. Nie jestem pewien czy znam odpowiedź, ale do głowy przychodzi mi jedno – częstotliwość. Żyjemy w czasach ogromnego przebodźcowania, w czasach gdy wszystko jest tak bardzo dostępne, że w zasadzie nie wiadomo od czego zacząć w konsumpcji, a gdy się ją zacznie, szybko się nudzi. Tamta epoka różniła się od obecnej tym, że wybory dokonywały się same i jako konsumenci także filmowych treści byliśmy skazani na to, co jest dostępne.

Czym innym bowiem ustawić się w kolejce po lody o stu dostępnych smakach, a czym innym ustawić się w kolejce po te jedne.

„Top Gun” czyli kino na kartki w czasach reglamentacji

Nie jestem fanem reglamentacji, ale to ona w sporej mierze stoi za ciężarem, jaki otacza filmy takie jak „Top Gun”. Były kultowe bo jedyne, unikalne i rzadkie. Były tym jedynym słoniem, który żyje w parku. Dzisiaj widujemy ich całe stada podczas safari o dowolnej porze dnia i nocy. A to różnica.

Top Gun. Maverick”

Sentyment powiązany jest z deficytem, kult wiąże się z rarytasem. „Top Gun” nim był. Żadna to przecież wielka opowieść – ot, samcze tokowanie wobec kobiety, która jako pociągająca za sznurki instruktorka pojawia się tylko po to, by następnie już słaba opaść w ramiona faceta w skórzanej kurtce, przeciwsłonecznych okularach, na motorze i pilotażem w ręku.

Standrad kiczu odjeżdżającego ku zachodzącemu słońcu. A jednak „Top Gun” ma w sobie temperaturę, która sprawia, że każdą scenę spija się tu dzióbkiem i powtarza wciąż i wciąż niczym filmową modlitwę.

„Top Gun. Maverick” czyli F-14 Tomcat to nadal kocur!

Dawny film Tony’ego Scotta, nieżyjącego już twórcy chociażby „Gliniarza z Beverly Hills” (kto pamięta, że to młodszy brat Ridleya Scotta?) opierał się na zdjęciach, muzyce (!), klimacie, prężeniu muskułów i silników odrzutowych, na dorzucaniu bezustannie do pieca. I na samolotach.

Bo dla wielu fanów tego dzieła bohaterami „Top Gun” są także samoloty, a kto wie czy nie przede wszystkim.

Top Gun. Maverick”

Pod tym względem „Top Gun. Maverick” stanowi pewną polemikę z rzeczywistością. Wielokrotnie podkreśla się tutaj, że samolot to przede wszystkim pilot, a sceny z F-14 Tomcat są ekranizacją znanych z II wojny światowej słów, że dobry pilot (Polak) poleci i na drzwiach od stodoły.

To, które z obecnych samolotów i tych z lat osiemdziesiątych tak naprawdę są i były dobre, do końca nie wiemy. Nie ma aż tak wielu konfliktów i okazji, które by to weryfikowały. Obecna wojna w Ukrainie jest także miejscem, w którym następuje brutalna weryfikacja tego, co potrafi sprzęt i piloci. Rosyjskie maszyny piątej generacji typu Su-57 w ogóle nie wchodzą do walki. Są w zasadzie jak „Tirpotz” w czasie wojny – jedynie straszą samą obecnością.

„Top Gun. Maverick” czyli czy leci z nami pilot?

W „Top Gun. Maverick” mamy do czynienia z jasną deklaracją, że drony to jednak nie to, a samoloty bezzałogowe nie mogą być przyszłością lotnictwa, bo nie potrafią równać się z żywym pilotem, a zwłaszcza zespołem dobrych pilotów. Po czym następuje uzasadnienie tej tezy, ze szczególnym naciskiem na to, że śmietanka lotnicza XXI wieku nie może równać się z tymi pilotami, którzy w 1986 roku latali na archaicznej awionice F-14 Tomcat i dawali sobie radę. Może dlatego, że maszyny wyręczały ich w ograniczonym stopniu, może dlatego że nie byli wychowani w puchu komfortu. Tak jak ma to miejsce teraz.

Top Gun. Maverick”

Konstrukcja „Top Gun. Maverick” jest w zasadzie niemal bliźniacza jak pierwowzoru, co jest zabiegiem specjalnym. Ten film to bowiem oddanie hołdu. Sam stanowi zabieg niezwykle ryzykowny, bowiem wskrzeszanie do życia protoplasty pochowanego z honorami może się skończyć katastrofą. „Top Gun. Maverick” miał równie małe szanse powodzenia jak nalot na fabrykę wzbogacania uranu ukrytą między wzgórzami, a jednak sobie poradził. I to całkiem zgrabnie.

Jakim cudem? Ano dlatego, że „Top Gun” to przede wszystkim film gadżetowy. I „Maverick” też taki jest. Motocykl, mundury, rytualne zachowania, nawet słynny bar, który można odwiedzić podczas wizyty w San Diego (chociaż nie dokładnie ten sam, bo stary spłonął w pożarze) – uwaga! Ten oryginalny bar wcale nie jest na plaży i kto wie, czy na ścianie nie wisi nadal moje 10 zł – wszystko to działa. Przede wszystkim działają jednak fury.

„Top Gun. Maverick” czyli F-18 Super Hornet w akcji

„Top Gun. Maverick” nie postawił już na F-14 Tomcat, bo nie mógł, aczkolwiek stary, poczciwy F-14 to nadal kocur! Rzucić go przeciw samolotom piątej generacji (Tomcaty należały do czwartej, czyli należały do stajni F-16 czy MiG-29 z polskiego lotnictwa) to jak stanąć w szranki klepakiem ściągniętym z Niemiec z nowym autem z salonu. Ale dobry kierowca da sobie radę.

Top Gun. Maverick”

Ten film postawił na F-18 E/F Super Hornet (nie F-18 Hornet, bo to różnica!), który może nie jest tak piękny jak stary Hornet, ale też niejedno rozgrzane serduszko fana lotnictwa potrafi wyrwać z fotela. Jego długi nos, sylwetka jak po zumbie, dwa silniki w tyłku i zarys skrzydeł sprawiają, że warstwę efektowności mamy odhaczoną. Przypomnę, że Super Hornet należy do generacji czwartej i pół, tak jak Typhoony, Gripeny czy MiG-35. Inna epoka niż fury z 1986 roku.

Na to wszystko wlatują samoloty wroga należące go piątej generacji. Kim jest wróg, nie powiedziano, bo na skrzydłach ma czerwone kółka podobne do oznaczeń japońskich, ale można domniemywać, że to raz jeszcze stary Iwan. Wraże fury są mocno stylizowane na Su-57, do akcji wkracza osławiony wojną afgańską śmigłowiec Mi-24 (też już powoli emeryt), a loty odbywają się nad ośnieżonymi lasami iglastymi, zatem nie może być mowy o krajach Zatoki Perskiej (chociaż F-14 Tomcat wskazuje na Iran, który używał tych maszyn).

Swoją drogą, to znamienne – zmieniają się czasy, inaczej definiuje się wroga. W starym „Top Gun” Maverick przynajmniej mówił o tym, że widział MiGi. Tutaj nie pada nic co demaskowałoby przeciwnika, poza eufemizmem i owym śniegiem.

„Top Gun. Maverick” czyli efektowność, głupcze!

Sceny walki Super Hornetów z rakietami SAM (samonaprowadzającymi) to scena kluczowego triumfu człowieka nad maszyną, inteligencji zrodzonej nad tą sztuczną, tego co możliwe nad tym co nieuchronne. Poza wszystkim to sceny bardzo efektowne, jak zresztą wszystko w „Top Gun”.

Top Gun. Maverick”

Poza efektownością jest tu niewiele – ot, opowieść o braterstwie i złamanym sercu, które tym razem należy do niejakiej Penny (Jennifer Connolly), właścicielki słynnego baru z San Diego (gwoli ścisłości, aż takiego tłoku tam nigdy nie ma). Jest też dość irytująca historia o dziedziczeniu winy i traum, którą obśmiano już w „Hot Shots”, na której raz jeszcze opiera się cała fabuła. Jest rozbrajający Val Kilmer w roli Icemana, którego aż chce się przytulić, no ale jest przede wszystkim efektowność.

„Top Gun. Maverick” ma raz jeszcze wbić widza w fotel tak, jak wbija w niego przeciążenie i prawa fizyki. I robi to. Oszałamia, wciska w fotel i wyciska łezkę wspomnień. Robi kapitalne wrażenie. Z fizyką bowiem i furami czwartej generacji i pół się nie dyskutuje.

Moja ocena: 4/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound