NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” czyli Marvel moralnego niepokoju

Zabawa w podróże między światami równoległymi daje scenarzystom nieograniczone możliwości uruchamiania wyobraźni. Jest jednocześnie niezwykle ryzykowna, bo widz może się w nich pogubić wraz z całą fabułą. Tutaj o pogubieniu się nie ma mowy, ten Dr Strange jest niezwykle przejrzysty, a w przejrzystości tej nawet zdystansowany i zabawny. Minusem jest to, że potęga krocząca za tym pomysłem nie została do końca wykorzystana.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” (Doctor Strange in the Multiverse of Madness)

reżyseria: Sam Raimi

scenariusz: Michael Waldron
w rolach głównych: Benedict Cumberbatch, Elizabeth Olsen, Xochitl Gomez, Rachel McAdams, Benedict Wong, Chiwetel Ejiofor


Przy takim pomyśle fabularnym, pomyśle na postać i jej możliwości w zasadzie niebo wyznacza granicę. Sam Raimi zrobił film, który jedynie tych możliwości liznął. Na dodatek film, który nie do końca konweniuje i nie jest spójny z resztą dzieł Marvela i Disneya. Film, którego fabuła jest prosta, za to wachlarz postaci przytłacza.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu”

Tym jednak ani Marvel, ani Disney nie będą się specjalnie przejmować. Bohaterów nawet epizodycznych, takich jak Illuminati (wzorowanych na epoce Oświecenia i XVIII wieku), a może zwłaszcza ich, wprowadza się tu bowiem na wielką skalę nie po to, aby wnieśli coś do fabuły, akcji, stali się motorem napędowym tego konkretnie filmu. Oni są w zasadzie żywych zwiastunem części kolejnych, nowych wątków i zagadnień do poruszenia w następnych odsłonach avengersowych i komiksowych opowieści. To pewne nowe zjawisko, w którym zwiastun jest integralną częścią bieżącego dzieła niczym puenta „Świn w kosmosie” w Muppet Show.

Doszliśmy bowiem do serialu w kinie, którego pełna konsumpcja stanowi już strawę dla detalistów i znawców. Ja do nich nie należę. Nie mam obejrzanych wszystkich kawałków owego tortu, całej „WandaVision”, a Avengers poważnie mi się mieszają. Zapewne dlatego na każdy kolejny film tego typu idę z obawą, że to rodzaj rozmowy, do której nie jestem się w stanie włączyć jak intruz przy stoliku dobrych znajomych.

Jak mam się w tym odnaleźć? Jak mam brać udział w rozważaniach czy Wanda Maximoff nie przystaje tutaj do wcześniejszego rysu tej bohaterki?

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” czyli jaka sympatyczna wiedźma

Bo nie przystaje. To nakreślenie postaci wiedźmy na nowo – tym razem postaci tragicznej i miotającej się wbrew masce braku wątpliwości, przez co Dr Strange mocniej skręca w stronę klasyki s-f. Takie wykorzystanie Wandy Maximoff jest nadzwyczaj interesujące, bo jednocześnie dostajemy krwisty czarny charakter (choć szkarłatny) i osobę, którą da się bez problemu lubić, a przynajmniej można jej współczuć. To nad wyraz ciekawa bohaterka i antagonistka, dzięki której fabuła przestaje być aż tak banalna.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu”

Oto główny bohater ma ratować dziecko, co też jest dość wyświechtanym zagraniem fabularnym. W tym wypadku jednak sprawa nie jest taka prosta, wszak Dr Strange jest magiem, który potrafi podróżować między światami. Portale otwiera mu właśnie Amerika Chavez – postać szczególnie istotna, bo stanowiąca wprowadzenie bohaterki z kręgu latynoamerykańskiej. Takowych brakuje w uniwersum. Miss Amerika z Utopian Parallel wypada tutaj o tyle, o ile. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że to jedna z mniej ciekawych postaci tego filmu, a na pewno niedostatecznie ciekawa jak na możliwości, które ma i stwarza innym. Jej relacje z Dr Strange są jednak interesująca – ni to przyjacielskie, ni to ojcowskie. To razem z Wandą Maximoff daje nam film przepełniony instynktami rodzicielskimi.

W każdym razie ratowanie jej przez Dr Strange’a jest o tyle złożoną sprawą, że bohaterów ów występuje tu w rozmaitych wersjach i alter ego. Mówimy wszak o światach równoległych, zatem wersji maga może powstać wiele, a kluczowe pytanie pojawiające się wówczas brzmi: czy koniec końców będą takie same, o identycznym umyśle, emocjach i zachowaniach? Czy też jednak świat równoległy oznacza zarazem świat alternatywny.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu”

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” czyli mignięcie nowych światów

Tych światów równoległych w „Doktor Strange w multiwersum obłędu” widzimy stosunkowo niewiele – więcej jedynie w szybkich scenkach przemieszczania się między nimi. To jak krótkie, pospieszne wizyty na planetach „Gwiezdnych wojen” podczas likwidacji zakonu Jedi. Nie mamy okazji poznać tych światów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić to w kolejnych filmach, o ile będzie taka potrzeba.

Zatem owa równoległość w tej części „Dr Strange” to nie do końca alternatywność, a jeżeli już to sprowadza się ona do kwestii iście aksjologicznych czy filozoficznych. Dotyczą one i Strange’a, i Wandy Maximoff. To sprawy prywatne, próba odpowiedzi na pytanie, czy istnieje gdzieś alternatywny świat, w którym jest się szczęśliwym.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu”

W wypadku Wandy Maximoff kwestia jest jeszcze bardziej interesująca, bowiem mówimy o świecie imaginacji, o tęsknocie nie za tym, co się miało, ale za tym czego nie miało się nigdy. Wanda Maximoff jawi się zatem nam jako postać, która jest całkowicie nieszczęśliwy w obecnej postaci i obecnym świecie, niepogodzony ze swoim losem i zdeterminowany, by wszystko zmienić.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” czyli zabawa z alter ego

Wychodzą więc na wierzch i niezaspokojony nigdy instynkt macierzyński, i niespełniona miłość, a dzięki nim i Wanda Maximoff, i Strange staję się bardziej ludzcy niż magiczni. „Doktor Strange w multiwersum obłędu” nie jest więc jedynie pokazem strzelania z palców i oczu, potyczką na krawędzi światów i jednym wielkim łomotem, ale czymś co od biedy można nazwać Marvelem moralnego niepokoju.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu”

Rozmowy bohatera z alter ego to zabieg nader rzadko stosowany, gdyż ryzykowny. Łatwo może dojść do absurdów, do śmieszności, do takiego zagmatwania fabularnego, że nie da się już tego odkręcić. Skoro jednak mieliśmy ten zabieg z dobrym skutkiem w najnowszym filmie o Spider-manie, to dlaczego nie tutaj? Dr Strange w kilku wcieleniach zyskuje na głębi, można tę postać zbudować na wiele rozmaitych sposobów, z których do wielu nie trzeba się przywiązywać.

Inaczej mówiąc, to nie światy alternatywne są tu rozbudowywane, ale alternatywni bohaterowie. Kto wie, może to jest sposób na zbudowanie wokół marvelowskich archetypów czegoś, czego dotąd jeszcze nie było…

Moja ocena: 4/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound