NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Jurassic World. Dominion” czyli terizinozaur i wszystko jasne!

Jedna scena wyjścia tyranozaura z wybiegu w pierwszej części „Parku Jurajskiego”… co tam! nawet jedna scena z chorym triceratopsem z pierwszej części tej serii jest więcej warta niż wszystkie te kontynuacje. Mnóstwo w nich absurdu i groteski, ale jest też to, po co ja poszedłem do kina – zwierzęta.

„Jurassic World. Dominion”

reżyseria: Colin Trevorrow

scenariusz: Colin Trevorrow, Emily Carmichael
w rolach głównych: Chris Pratt, Bryce Dallas Howard, Sam Neill, Laura Dern, Jeff Goldblum, Isabelle Sermon, Omar Sy, DaWanda Wise


Tak, właśnie zwierzęta! Nie pościgi, nawet nie rozważania o świecie zmienionym genetycznie przez człowieka, bo te rozważania – znakomite w wyjściowej książce Michaela Crichtona (polecam!)- same zostały zmutowane. Chodzi o to, że chciałem zobaczyć zwierzęta. No tak, ale w sumie mogę to zrobić równie dobrze w „Prehistorycznej Planecie” z Davidem Attenbororugh, bez tych wszystkich nonsensów…

„Jurassic World. Dominion”

A jest ich wiele i trzeba mieć spory dystans oraz wiele samozaparcia, aby im sprostać. Liczne absurdy wynikają z pewnego fabularnego uwikłania serii o Parku Jurajskim w poprzednie wątki. Powstawały one począwszy od 1993 roku w określonej rzeczywistości paleontologicznej i przy jakimś tam poziomie wiedzy na temat dinozaurów i ich życia. A ta się zmieniała czy była uzupełniania. Przyjrzyjmy się kilku przykładom.

Gdy Steven Spielberg kręcił pierwszy „Park Jurajski” w 1993 roku, świat przeżywał okres wielkiej fascynacji raptorami. Krążyło wokół nich wiele bujd i mitów, zwłaszcza na temat ich krwiożerczości i umiejętności czyniących z nich drapieżniki wszech czasów. Raptory miały być szybkie jak gepardy, skakać  wzwyż jak Javier Sotomayor, pruć ofiary pazurem na stopie niczym skalpelem i na dodatek dysponowały inteligencją iście niebywałą.

„Jurassic World. Dominion”

Dzisiaj wiemy, że sporo w tym przesady. Raptory nie były aż tak zwinne i szybkie, ich pazur na tylnych kończynach raczej miał problem z patroszeniem ofiar żywcem (co wykazały doświadczenia), a inteligencja nie osiągała aż tak niebotycznych granic. Owszem, raptory mogły być bystrzakami mezozoiku (chociaż pewnie nie takimi jak troodony), ale bez przesady.

„Jurassic World. Dominion” czyli raptory pozostały raptorami

W „Parku Jurajskim” pozostały jednak szybkie, mordercze, bezpióre (z jednym wyjątkiem!) i tak inteligentne, że w zasadzie można je traktować jako pełnowartościowych bohaterów filmu.

– Obiecałeś to dinozaurowi? – pyta Jeff Goldblum i brakuje tylko, żeby welociraptor pomachał wszystkim na pożegnanie, a tyranozaur przybił piątkę w koalicji z terizinozaurem (o ile to możliwe przy jego pazurach wielkości kos).

„Jurassic World. Dominion”

Innym przykładem jest dilofozaur – to ten dinozaur z dwoma grzebieniami na głowie (stąd nazwa: do- podwójny, lofo – grzebień), który rozkłada kołnierz i pluje jadem. Gdy Steven Spielberg kręcił „Park Jurajski” obowiązywał pogląd oparty na rzekomych rowkach znalezionych w skamieniałych zębach tego zwierzęcia, że może szły tędy kanały jadowe.  Pogląd dawno już zarzucony. Nie ma żadnych dowodów na to, że dilofozaury dysponowały jadem, a tym bardziej, że nim pluły jak dzisiejsze kobry plujące z Afryki.

„Jurassic World. Dominion” czyli ukłon w stronę klasyki

Obecność tych zwierząt i młócenie raz jeszcze kwestii plucia jadem to ukłon, jaki Colin Trevorrow składa klasyce i poprzednim częściom. Nie bez powodu zgromadził na ekranie nie tylko niemal wszystkich bohaterów dawnych „Parków Jurajskich” – zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych.

Sceny z dilofozaurami są tu znamienne, bowiem stanowią – nomen omen – kopię oryginału, łącznie z puszką pianki do golenia, w której (kto pamięta?) szmuglowane z parku zarodki zwierząt. Takich scen znajdziemy więcej, jak chociażby obracający się samochód, wabienie wielkiego teropoda odpaloną racą i inne.

„Jurassic World. Dominion”

Nawiasem mówiąc, nie tylko z jadem i inteligencją raptorów wciąż tu coś jest nie tak. Welociraptory powinny być mniejsze (Blue ma w zasadzie wielkość utahraptora), dilofozaury – większe. Nawet największe morskie mozazaury nie były tak wielkie jak tu i nie przebijały rozmiarami humbaków.

„Jurassic World. Dominion” czyli rozmiar ma znaczenie

Gabaryty to jeden z fetyszy „Parku Jurajskiego”, co powoduje że gdzieś tak zagubiły się prokompsognaty – jedne z tych najmniejszych dinozaurów, przypominające że te fascynujące zwierzęta nie osiągały jedynie rozmiarów kamienic, ale bywały też maleńkie. Z powodu tego fetyszu trzeba widzom dostarczać nowych olbrzymów i nowych olbrzymich wrażeń. Na całe szczęście tym razem nie mamy na ekranie hybryd, a przynajmniej nie wśród dinozaurów.

To one doprowadzały mnie do szału, bo stanowiły gwałt na wymarłej naturze i jej wielości, wspaniałości. Czy naprawdę brakowało twórcom prawdziwych dinozaurów, że trzeba było tworzyć monstra typy Indominus rex?

„Jurassic World. Dominion”

„Jurassic World. Dominion” czyli czekałem na tego gościa z kosami!

Weźmy chociażby fascynującego terizinozaura, który dla mnie stanowi crème de la crème „Jurassic World. Dominion”. Jego obecność i kilka scen z jego udziałem (w tym ostatnia, także absurdalna) wynagradzają większość durnot, które trzeba znosić podczas oglądania tego dzieła.

Dla niezorientowanych: terizinozaur to ten dziwoląg z pazurami jak kosy. Odkryte w Mongolii dziesięciometrowe terizinozaury wprowadziły paleontologów w zakłopotanie. Miały budowę drapieżnych teropodów, ale z zębami roślino- albo wszystkożercy, no i z pazurami jakich świat nie widział. O co więc chodziło?

Terizinozaury to prawdopodobnie odłam ewolucyjny teropodów, które ewoluowały w stronę roślino- albo wszystkożerności. Stały się dziwadłami, a ich ogromne pazury mogły służyć albo do obrony przed drapieżnikami, albo do naginania gałęzi, by objeść z nich liście i owoce, albo może do rozkopywania termitier – takie pazury mają wszak mrówkojady!

Terizinozaur w misiowatej rekonstrukcji

Jestem fanem nieco bardziej misiowatej rekonstrukcji terizinozaura, ale nie ukrywam, że i tak w „Jurassic World. Dominion” jest wspaniała. Dla mnie pojawienie się tego bodaj najbardziej fascynującego dinozaura w dziejach było ucztą. Dużo mi zrekompensowało.

„Jurassic World. Dominion” czyli drednot to dinozaur

W każdym razie – dinozaury muszą być „naj”, najlepiej największe i najgroźniejsze. Stąd zapewne pojawienie się w tym filmie drednota – opisanego w 2014 roku tytanozaura z Argentyny czy giganotozaura – wykopanego w 1993 roku w patagońskiej formacji Candeloros argentyńskiego olbrzyma, większego od tyranozaura. Gwoli ścisłości, większego w tym sensie, że dłuższego o ponad metr od króla, ale jednocześnie smuklejszego od niego. Teza, że giganotozaur był największym drapieżnikiem lądowym w dziejach świata da się więc obronić, ale jest ryzykowna.

„Jurassic World. Dominion”

Król to jednak król. W „Parku Jurajskim 3” twórcy zdecydowali się na detronizację tyranozaura, powalonego przez ogromnego i bardzo modnego w tamtym czasie spinozaura – ogromnego, 15-metrowego i zaopatrzonego w żagiel na grzbiecie giganta z północnej Afryki, którego szkielet wykopany przez Niemców w Egipcie szlag trafił podczas nalotów na Berlin w czasie drugiej wojny światowej. Dzisiaj o spinozaurze wiemy, że raczej żył w wodzie, może jak krokodyle i wypuszczanie go do ringu do walki z t-rexem jest bez sensu.

Król to król. Tyranozaur to nie tylko drapieżnik, dinozaur, ale trwały już element popkultury i ludzkiej wyobraźni. Postać, która przypomina, jaką perełką był pierwszy „Park Jurajski”, jego wykwintne, a zarazem proste sceny. Stanowiąca rodzaj kontrastu do tego, co widzimy teraz.

„Jurassic World. Dominion”

„Jurassic World. Dominion” czyli nie tylko dinozaury

Gwoli ścisłości, „Jurassic World. Dominion” powołuje do życia wiele kopalnych istot, nie tylko dinozaury. Mamy morskiego mozazaura, mamy nieco pterozaurów z wielkim kecalkoatlem, królem przestworzy na czele, a istoty z zębami i żaglami nacierające w kopalni to także nie dinozaury, ale dimetrodony – mięsożerne synapsydy z paleozoiku, a zatem zwierzęta o miliony lat starsze od dinozaurów.

Powołuje je wszystkie do życia, bo taka jest też idea. Chociaż w telewizjach nie brakuje (chociaż dla mnie właśnie brakuje) przyrodniczych filmów rekonstruujących życie kopalne, to jednak wplecenie tych istot do fabuły jest kuszące. „Dominion” łączy nasze życie z dinozaurami, tworzy świat znany chociażby z Dinotopii, w którym mamy dinozaury żyjące w lasach, miastach, galopujące prerią wraz z mustangami, mamy czarny rynek handlu tymi zwierzętami tak, jak handluje się rzadkimi gatunkami na rynkach Azji czy Afryki. Ma świat, który akurat mnie się spodobał, bo pokazujący że (ewentualne) połączenie życia sprzed ponad 66 milionów lat z obecnym to katastrofa. I to niekoniecznie dla nas.

„Jurassic World. Dominion”

„Jurassic World. Dominion” czyli mina doktor Sattler

Absurdalny „Jurassi Park. Dominion” wymaga dystansu, cierpliwości i otwarcia się na nonsensy. Pytanie, po co ciągnąć tę serię jest równie absurdalne jak film – po to, że ludzie nadal chcą oglądać, bo kino służy nie tylko tworzeniu fabuły, ale i rekonstrukcjom. Służy temu, by zobaczyć coś, czego poza kinem nie zobaczymy.

Ja w 1993 roku po raz pierwszy zobaczyłem na ekranie ruszające się jak żywe dinozaury. Moja reakcja była porównywalna do reakcji dr Sattler. I dzisiaj, mimo wszystkich głupot tej serii, nadal niczym dziecko mam to samo, gdy zobaczę chociażby terizinozaura.

Moja ocena: 3+/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound