NAPISZ DO MNIE!
Kino

„Pisklę” czyli to ja cię wysiedziałam

Ponoć człowiek ma w swoim życiu tylko dwa problemy – ojca i matkę. Opowieść o toksycznej sztafecie nie jest pomysłem nowym, ale przy takim ujęciu i takiej scenografii, jaką zastosowała Hanna Bergholm w „Pisklęciu”, mocno działa na wyobraźnię. To znaczy, nie tyle straszy, co skłania do myślenia, a chyba o to chodzi.

„Pisklę” (Pahanhautoja)

reżyseria: Hanna Bergholm

scenariusz: Ilja Rautsi
w rolach głównych: Siiri Solalinna, Sophia Heikkilä, Jani Volanen, Reino Nordin


Bo poszło. „Morbius” jest filmem nieudanym na każdej płaszczyźnie, od założeń po realizację. Równoległy świat Dróg na skróty jest w „Pisklęciu” całkiem sporo, zarówno w kwestiach psychologicznych, jak i filmowych. Opowieść o destrukcyjnym wpływie rodziców, w tym matki przenoszącej swe oczekiwania na dziecko, nie jest też niczym nowym. Horror tego typu, z antropomorfizacją lęku w postaci tajemniczego przyjaciela – również. Razem dają jednak efekt intrygujący.

„Pisklę”

„Pisklę” to dzieło fińskie, co ma pewne znaczenie w kontekście plastikowości konsumpcjonizmu, w jakim znaleźli się bohaterowie. Są w zasadzie idealni i żyjący w idealnym fińskim osiedlu, które widziane z góry na samym początku filmu jako żywo przypomina amerykańskie przedmieścia lat czterdziestych i pięćdziesiątych, w których ziszczał się mit o dobrobycie i szczęśliwym, rodzinnym życiu z telewizorem, lodówką, samochodem na podjeździe, pieskiem i życzliwymi sąsiadami.

Tandetność takiego życia w wersji fińskiej wzmocniona jest niesamowitą wręcz scenografią i sposobem urządzenia wnętrz czy charakteryzacją. – Mama ma wspaniały styl – mówi o swej rodzicielce główna bohaterka filmu, czyli dziewczynka znajdująca się pod jej ogromnym wpływem. Nie widzi kiczu, nie widzi sztuczności, choć pewne ich zwiastuny zaczynają do niej przenikać.

„Pisklę” czyli mama ma taki wspaniały styl

Matka tworzy dom stanowiący farsę w każdym tego słowa znaczeniu. To dom z kruchej porcelany, wyglądający tak bajkowo, jak tandetnie, gotów rozpaść się w każdej chwili. Ona i jej mąż są szeroko uśmiechnięci jak do selfie, które namiętnie kręcą. Matka jest bowiem blogerką. Tworzy w internecie niezwykle popularne treści o idealnym życiu, czyli takim, jakie znamy z każdego medium społecznościowego typu Instagram. Przedstawione tam życie to kicz i poza, niemal wyłącznie.

„Pisklę”

Dom tej rodziny jest kwintesencją tandety, które kryształy i porcelanę zaczyna w pewnym momencie kruszyć wpadający do domu niczym demon ptak. Oszalała kawka jest intruzem, formą nagłej grozy, a jednocześnie elementem ożywczym. Jest także gongiem, który uderza w szyby domostwa, aby dokonać zwrotu w życiu ich mieszkańców.

„Pisklę” czyli ptak krukowaty to symbol

Kawki, wrony, kruki, wszelkie ptaki krukowate to pewien symbol – czarów, magii, zła,  grozy, ale także baśniowości i nadzwyczajnej inteligencji. To ptaki o rozumie najbliższym ludziom, więc ich antropomorfizacja ma posmak pewnego przekroczenia umownego pogranicza dzielącego świat ludzi od świata zwierząt. Pomieszanie ich jest znanym zabiegiem gatunkowego horroru, stosowanym od lat. Jest także stałym elementem baśni. O zamianie krukowatego ptaka w człowieka i odwrotnie pisali bracia Grimm, chociażby w „Siedmiu krukach”, czyli baśni także opartej na rodzicielskiej klątwie.

Owa klątwa wisi nad dziećmi w „Pisklęciu”, zwłaszcza nad córką, która poddana jest destrukcyjnemu wpływowi matki. Hanna Bergholm dość wyraźnie i dość topornie przy tym pokazuje nam bliznę na nodze matki, która zamknęła jej drogę do sportowej kariery. Jednocześnie nie zgasiła tęsknoty. Teraz więc ma ją robić córka, kreowana na uzdolnioną gimnastyczkę.

„Pisklę”

– Myślałam, że chociaż ty uczynisz mnie szczęśliwą – mawia matka w przerwach między szczerzeniem się do aparatu w telefonie, by nagrać coś na bloga.

Nawiasem mówiąc, nagrane w ten sposób, niemal komórkowo pierwsze sceny „Pisklęcia” stanowią niezwykle interesujący wstęp do całości, która potem mimo pójścia na duże skróty i uproszczenia, zamyka opowieść w zgrabnej formie horroru z grozą wypływającą z wnętrza domu i rodziny, a nie zza okna.

„Pisklę” czyli destrukcyjny wpływ rodziców

„Pisklę” bowiem w dość prostej, ale i wymownej formie pokazuje ów destrukcyjny wpływ rodziców – i to, wbrew pozorom, wcale nie jednego i bynajmniej nie tylko transparentnej, charyzmatycznej i brawurowo zagranej przez Sophię Heikkilä matki. Istotną rolę odgrywa tu niemal nieobecny ojciec – spokojny, nieco ciapowaty pantoflarz, gotów przyjąć i uzasadnić wszystko, co dostanie od swej żony. Całkowicie jej podporządkowany, uzna za dopuszczalne każde świństwo i jako widz spektaklu przyczynia się do ostatecznego krachu.

„Pisklę”

Owo przeniesienie własnych oczekiwań, rozczarowań i ambicji na dziecko to jedno. W „Pisklęciu” mamy jednak do czynienia z oczywistą sztafetą traum i emocji, w której dziecko przejmuje rodzicielskie nawyki i chociaż początkowo chce poprowadzić swe ścieżki inaczej i alternatywnie, ostatecznie i tak ląduje na wytyczonych.

Skróty, którymi podąża Hanna Bergholm, dotyczą zarówno relacji między córką a matką i bardzo stereotypowego tworzenia postaci z niemal zupełnym pominięciem drugiego planu, jak i budowania elementów grozy. Finka robi je dość pobieżnie, posługując się sprawdzonym kanonem (obleśność wydzielin, kołysanka, uniesiony nóż, łóżeczko z dzieckiem). Stosuje jednak sprawdzone metafory całkiem sprawnie, a jajo stanowi dla niej zaprzeczenie czystości i jałowości nowego życia. Tak, jakby po przyjściu na świat rzeczywiście owo życie wcale nie miało czystej karty do dowolnego zapełnienia. Sama obecność rodzica temu przeczy. Wysiedzieć znaczy tyle, co ukształtować po swojemu.

„Pisklę”

„Pisklę” czyli stwór niczym z „Jurrasic World”

Ten film w zasadzie nie jest horrorem, ale groteską. Nie przemoc i nie przerażenie tworzą go, lecz refleksja i niepokój. Jest opowieścią z morałem, a zatem jest baśnią. Niemal tak samo jak w „Lamb”. I prostą metaforą ptaka, wykluwającego się pisklęcia, złotej klatki i klątwy, która prowadzi do instrumentalnego wykorzystywania człowieka, choćby własnego dziecka.

Nad produkcją „Pisklęcia” pracował Gustav Hoegen, holenderski spec od efektów specjalnych i tworzenia potworów i maszkar z doświadczeniem przy pracy nad „Gwiezdnymi wojnami” i „Jurassic World”. Jego styl animacji kukieł jest dość specyficzny i nadaje „Pisklęciu” dodatkowego smaczku, w którym obrzydzenie i lęk mieszają się ze współczuciem, a przedstawiony stwór nadaje się równie dobrze do wygnania z domu, jak i przytulenia.

Moja ocena: 4/6

Radosław Nawrot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound